Pamiętają państwo film "Dzień świra" z Markiem Kondratem w roli głównej? Ulubiony to chyba film "Gazety Wyborczej", ulubiony aktor i ulubiony motyw - samotny inteligent. Adaś Miauczyński, zniesmaczony światem, sąsiadami, polskością, z nieudanym życiem osobistym, jest nauczycielem. Jedną z ważniejszych scen w filmie jest chwila gdy odbiera wypłatę. Wściekły, w konwencji teledysku, idzie korytarzem i wylicza lata studiów, praktyk, godzin w bibliotekach. Za to wszystko otrzymuje dziś grosze. A praca łatwa nie jest. Z tego co pamiętam pada tam coś o "użeraniu" się z uczniami.

Ale ten ton współodczuwania z inteligencją (odkładam na bok jego fałszywość) to już przeszłość. Dziś tak "Wyborcza", jak i niestety "Rzeczpospolita", zajmują się czym innym - przygotowywaniem przedpola dla rządowych planów pogorszenia sytuacji nauczycieli, dołożenia im pracy i odebrania resztek prestiżu społecznego. Mają być po prostu wynajętymi pracownikami, pracującymi na akord. Oczywiście, oficjalnie nazywa się to "odbieraniem przywilejów". I na nic tłumaczenia, że problemy polskiej oświaty nie leżą w Karcie Nauczyciela, ale w osłabieniu właśnie pozycji nauczyciela i nieudanych reformach oświaty. I że jeżeli już szukać mamy poprawy systemu edukacji, to należałoby to robić przede wszystkim na wyższych uczelniach, skostniałych, blokujących młodych, kształcących niekonkurencyjnie. I w cofnięciu zmian autorstwa spółki Hall/Szumilas, które mają ograniczyć drastycznie nauczanie historii i literatury w szkołach. To pierwsze jednak trudne, więc uderza się w nauczycieli szczebli niższych - podstawówek, gimnazjów, liceów.

Uderza ton artykułów w prasie na temat nauczycieli - to nie żadna dyskusja, ale kampania, gdzie nieśmiałe głosy sprzeciwu wobec prostackich tez o ile w ogóle się uwzględnia, to tylko po to by polemistów ustawić następnego dnia do kąta. Uderza jednomyślność dwóch głównych gazet - ze sobą i z ministrem finansów. Jacek Rostowski stwierdza w RMF:

Reforma Karty Nauczyciela to dobry pomysł. Karta Nauczyciela potrzebuje uelastycznienia.

Można być pewnym, że plany już gotowe. W końcu z czegoś trzeba finansować gigantyczny deficyt, igrzyska i dziesiątki tysięcy zatrudnionych przez ekipę Tuska urzędników, którzy poszerzają sieć zależności od władzy i przynoszą w ten sposób głosy.

Ale to za chwilę, teraz media potrzebują jeszcze trochę czasu na kampanię. W końcu nauczyciele dopiero niedawno zostali wzięci na celownik. Zajmie jeszcze chwilę zrobienie z nich darmozjadów. Wtedy minister łaskawie odpowie pozytywnie na postulaty mediów. Wolnych i niezależnych od władzy mediów ma się rozumieć.

I tylko Jan Rokita podśmiewa się zapewne w duchu - on już dawno sformułował tezę iż metodą rządzenia Tuska jest napuszczanie jednych na drugich, i cwaniackie wyzyskiwanie konfliktów. Oglądamy właśnie klasyczny taki obrazek.

A Adaś Miauczyński? To była zapewne mądrość etapu. Co sobie nauczyciele pomaszerowali z "Wyborczą" pod pachą, co pobyli nowocześni, postępowi i na czasie - to ich. Teraz czas na rachunek.