Sprawa restrukturyzacji stoczni w Gdyni i w Szczecinie kryje w sobie wiele tajemnic. Część z nich szczegółowo relacjonuje raport Najwyższej Izby Kontroli. Mimo, że ukazał się lipcu, do opinii publicznej zdołał się przebić dopiero w połowie listopada. Kilka dni wcześniej, 11 listopada br., Gazeta Wyborcza ujawniła kulisy 3 milionowej premii, którą wypłacili sobie likwidatorzy stoczni. Tekst ukazał się na stronach biznesowych i także nie znalazł szerokiego grona odbiorców.

Jak donosi Wyborcza, dwóch likwidatorów stoczni w Gdyni i Szczecinie wypłaciło sobie z kasy państwowej spółki prawie 3 mln zł premii. Śledztwo umorzono, a umowę z likwidatorami utajniono.

W 2008 roku Komisja Europejska orzekła, że stocznie w Gdyni i w Szczecinie korzystały z nielegalnej pomocy publicznej. Zdecydowano o ich zamknięciu i sprzedaży majątku. Proces kompensacji został uregulowany przez tzw. specustawę stoczniową.

Ministerstwo Skarbu w osobie Aleksandra Grada obiecywało, że wdrożenie tej ustawy umożliwi zachowanie wielu miejsc pracy w sektorze stoczniowym. Nic podobnego jednak nie nastąpiło. Z raportu NIK wynika, że spośród ponad 9 tys. zwolnionych stoczniowców nową pracę znalazło niespełna 3 tysiące, przy czym większość z nich tylko w okresie czasowym. Łączne koszty ochrony pracowników wyniosły ok. 761 mln zł, z czego pracownikom wypłacono ok. 638 mln. zł.

Kompensacja odbywała się w ramach Ministerstwa Skarbu i podległych mu spółek. Minister skarbu miał nadzorować postępowanie kompensacyjne. Podlegający mu prezes Agencji Rozwoju Przemysłu odpowiedzialny był za aspekt praworządności procedur. Bezpośrednim przebiegiem kompensacji kierował zarządca, będący odpowiednikiem syndyka. Funkcję zarządcy kompensacji powierzono firmie Bud-Bank Leasing - spółce-córce ARP. Najwyższa Izba Kontroli orzekła w raporcie, że zarządca kompensacji nie posiadał żadnego doświadczenia w prowadzeniu likwidacji lub upadłości, a jego wynagrodzenie za kilkanaście miesięcy pracy wyniosło ponad 15 mln złotych.

Zadaniem firmy Bud-Bank, jako zarządcy było zwolnienie pracowników, podzielenie majątku stoczni, jego sprzedaż i ostatecznie spłata wierzycieli. Z raportu NIK wynika, że procedura nie została poprowadzona prawidłowo, po wystąpiło szereg uchybień, a transakcja z katarską firmą, która miała wydobyć stocznię z kryzysu, nie doszła do skutku.

Jak informuje Wyborcza:

w zarządzie Bud-Bank Leasingu było dwóch menedżerów związanych od lat z ARP: prezes Roman Nojszewski (wcześniej prezes Polskiego Centrum Operacji Kapitałowych, spółki z grupy ARP) i członek zarządu Mirosław Bryska (wcześniej prezes Huty Stalowa Wola - jej współwłacicielem jest także ARP).

Kompensacja stoczni rozpoczęła się w styczniu 2009 r. Nieco ponad dwa lata później, 4 lutego 2011 r. Rada Nadzorcza bez podania odwołała przyczyn Nojszewskiego i Byrskiego. Jak donosi Wyborcza:

w tym samym dniu Wojciech Dąbrowski, prezes ARP, zaalarmował ABW, że Nojszewski i Bryska wypłacili sobie premie w łącznej wysokości 2,8 mln zł. Podstawą wypłaty premii miała być skuteczna wyprzedaż stoczniowego majątku. Zdaniem Dąbrowskiego, dodatki były bezpodstawne i mogło dojść do działania na szkodę spółki.

ARP pytana przez Wyborczą o powody odwołania Nojszewskiego i Bryski odpowiadał, że decyzja ta nie była związana z dotychczasowym przebiegiem postępowania kompensacyjnego.

ARP nie ujawnia jak doszło do wypłaty pieniędzy. Wyborcza podaje, że śledztwo dotyczyło działań zarządu, a nie rady nadzorczej Bud-Bank Leasing. Powołując się na informatora związanego ze sprzedażą stoczniowego majątku w Gdyni, w umowach o pracę pojawiły się zapisy o premiach motywacyjnych, związanych ze sprzedażą majątku. Okazało się, że premie przyjęły horrendalne rozmiary.

Jak podaje na łamach Wyborczej poseł PiS Andrzej Jaworski, były prezes Stoczni Gdańsk:

Gigantyczne premie dla zarządu BBL były tajemnicą poliszynela. Pytałem o nie podczas komisji skarbu w czerwcu 2011 r. Na sali byli prezes ARP Dąbrowski, wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz, nie podali żadnych konkretów.

„Wyborcza” podejmuje także kwestię wysokości zarobków zarządu, które zostały utajnione. Raport NIK ujawnia część informacji, wskazując na niegospodarność:

Bezpodstawne było utrzymywanie Rady Nadzorczej Spółki w okresie od stycznia 2009 r. do sierpnia 2010 r. W okresie tym w skład Rady wchodziło od 4 do 10 osób, którym ze środków Stoczni wypłacono wynagrodzenie w łącznej wysokości ok. 447 tys. zł. W ocenie NIK koszty funkcjonowania Rady Nadzorczej, obciążające Spółkę, były znacząco wysokie, a ich poniesienie nie znajduje uzasadnienia w świetle art. 124-128 ustawy kompensacyjnej – czytamy w raporcie.

Jak ustaliła „Wyborcza”, śledztwo w sprawie działalności na szkodę spółki Bud-Bank Leasing zostało umorzone 17 października. Ten nagły zwrot akcji spowodowany został zmianą przepisów kodeksu spółek handlowych. W czerwcu 2011 r. Sejm usunął z kodeksu artykuł 585, który przewidywał, że członkowi zarządu za działanie na szkodę spółki grozi grzywna i pięć lat więzienia. Artykuł zniknął również w bardzo dziwnych okolicznościach, w związku ze sprawą Ryszarda Krauzego.

Minister Aleksander Grad zapytany o sprawę premii odpowiedział przez rzecznika, że nie odpowiada za wynagrodzenia w Bud-Bank Leasing. Zgodnie z ustaleniami „Wyborczej” Mirosław Bryska na początku października został powołany do zarządu BUG Gazobudowa, spółki-córki PGNiG, zajmującej się budową gazociągów. Mimo, że w tym czasie toczyło się jeszcze śledztwo w sprawie jego premii, został zatrudniony przez spółkę podlegającą nadzorowi skarbu państwa. Ta kwestia, skierowana przez dziennikarza „Gazety” do ministra Grada, także została przez niego przemilczana.

Mar