Coraz częściej w "Loży Prasowej", niegdyś prestiżowym programie publicystycznym w TVN 24 powtarza się jeden i ten sam schemat. Trójka dziennikarzy o nieomal tym samym poglądzie na wszystkie sprawy zakrzykuje pojedynczego gościa mającego inne zdanie. A redaktor prowadząca program, zamiast moderować dyskusję dbając choćby o minimalny komfort tego, który znalazł się w mniejszości, sama przesłuchuje go podrażnionym tonem, utrudnia mu odpowiedzi, przerywa i strofuje.

Z jednej strony  Adam Szostkiewicz („Polityka”), Piotr Stasiński („Gazeta Wyborcza”) i Janusz Majcherek („Tygodnik Powszechny”). Z drugiej Piotr Zaremba („Uważam Rze”, wPolityce.pl). Wyróżnia się Stasiński – pokrzykuje, łaje, wygłasza długie monologi.

Pierwsza awantura wybucha, kiedy Zaremba stawia tezę: Donald Tusk z jednej strony bronił w swoim expose krzyża, z drugiej – pod jego rządami państwo na różne sposoby dotuje Krytykę Polityczną. Wywołuje ona zgrozę pozostałych osób. Red. Łaszcz do spółki z Majcherkiem nie pozwalają Zarembie nawet skończyć myśli.

Przebija ich, nie tyle nawet argumentem co kopniakiem, na dodatek nieprawdziwym, Stasiński:

To jest nadzwyczaj złośliwy argument. Pan jest z gazety, która przez lata była wspierana przez państwo, które brało na siebie jej długi.

Zaremba tłumaczy, że państwowe udziały w gazecie nie oznaczały jej wspierania dotacjami z budżetu, a poprzedni prywatny angielski współwłaściciel zabiegał od dawna o wykupienie państwowej części. (Na marginesie - nie udało mu się to, uzyskał to dopiero bliższy władzy Grzegorz Hajdarowicz. Potem szybko zmienił naczelnego). Czyli mówi oczywistości.  Jego słowa toną w ogólnym zgiełku, Majcherek i Szostkiewicz żądają aby o tym więcej nie dyskutować. Łaszczowa zmienia temat.

Do drugiej awantury dochodzi pod koniec programu. Prowadząca pyta o spór między Kaczyńskim i Tuskiem na temat zdarzeń 11 listopada. Poza Zarembą wszyscy potępiają gromko PiS twierdząc, że to on ponosi co najmniej moralną odpowiedzialność za starcia podczas marszu, skoro wcześniej bronił tak zwanych kiboli. Stasiński twierdzi na dokładkę, że kibice i ONR to jedno i to samo.

Po takiej rundce Zaremba chce im jeszcze odpowiedzieć, ale red. Łaszcz odczytuje nagle jedno zdanie z felietonu Krzysztofa Kłopotowskiego na temat spalenia samochodu TVN:

Płonący wóz TVN obok pomnika Romana Dmowskiego w dniu  Święta Niepodległości wygląda mi na ofiarę z łupu zdobytego na wrogu i złożonego na ołtarzu ojca narodu w rocznicę triumfu. Niech ten obraz zostanie z wami, koledzy z TVN. Niech da wam do myślenia. I niech was pochłonie.

Pomija wcześniejsze zastrzeżenie, ustawiające to zdanie jednak jako pewną literacką figurę:

Jako krytyk filmowy doszukuję się w obrazach głębszego sensu.

Red. Łaszcz żąda personalnie od niego potępienia Stowarzyszenia Dziennikarzy  Polskich, które „polecało” ten tekst na swojej stronie.

Ale ja chciałbym jeszcze wrócić do poprzedniego tematu

– prosi Zaremba.

A ja proszę pana żeby pan ocenił Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. To ja tu prowadzę program

– upiera się coraz gwałtowniej Małgorzata Łaszcz.

Ostatecznie Zaremba mówi, że nie zna całego felietonu, więc trudno mu go oceniać na podstawie jednego zdania. I jednak wraca do tematu 11 listopada. Tłumaczy Stasińskiemu, że ONR i kibole to dwie różne grupy, a Kaczyński ani do marszu nie zachęcał, ani go nie oceniał, mówił jedynie o zaniedbaniach policji i w tym kontekście o niemieckich anarchistach.

Pana poziom zauroczenia Kaczyńskim zaciemnia panu obraz!

– wybucha Stasiński, który kilkanaście dni przed ostatnimi wyborami w tej samej "Loży Prasowej" wyznał:

Jestem wrogiem PiS i będę go zwalczał ile sił"Jestem wrogiem PiS i będę go zwalczał ile sił".

CZYTAJ: Piotr Stasiński z "Wyborczej" szczerze wyznaje: "Jestem wrogiem PiS i będę go zwalczał ile sił"

Kilka tygodni wcześniej Stasiński owo "zamroczenie" zarzucał identycznie Igorowi Janke. Powtarza tę sztuczkę właściwie w każdym programie ze swoim udziałem.

Ja mówię tylko o faktach. To panu nienawiść zalewa oczy

– udaje się jeszcze powiedzieć Zarembie.

Więcej Zaremba mówić jednak nie może, Łaszcz wraca bowiem do tematu felietonu. Po kolei wszyscy poza Zarembą powtarzają, że wprawdzie go w całości nie znają, ale jednak potępiają.

Ja tego pana nie rozumiem. Temu panu w głowie się kiełbasi. On wymaga specjalnej kuracji

– drwi z Kłopotowskiego Stasiński. A prowadząca śpiesznie kończy program.

Potem na stronie SDP pojawia się wobec prowadzącej i większości gości Loży zarzut manipulacji: felieton ma w całości inny wydźwięk niż sugerowała dziennikarka. A Stowarzyszenie poleca na własnej stronie rutynowo każdy tekst. Ale czwórka „dyskutantów”, która dała dzielny odpór jedynemu, który miał inne zdanie, jest zapewne z siebie zadowolona. I np. Majcherkowi nie przeszkadzało w ocenie to, że jak przyznał, tekstu nie znał...

Piotr Zaremba zamieszcza jeszcze tego samego dnia na stronie rp.pl odpowiedź Stasińskiemu w sprawie jego oskarżeń pod adresem Rzepy. Musi użyć takiej formy komunikacji, przecież w samym programie takich możliwości mu nie stworzono.

To zabawne, ale dziennikarze, którzy tak skwapliwie przyjęli rolę zakrzykiwaczy, reprezentują środowiska szczególnie chętnie ujmujące się za poszanowaniem praw rozmaitych mniejszości. Nie ma to jak urzeczywistnianie własnych ideałów w praktyce. Ludzie kochający ludzkość, rzadko lubią ludzi.

 

rop