Kaczyński miał rację: Tusk miał zręczne wystąpienie. Wybitnie jednostronne, ale znów niebezpieczne dla opozycji

PAP/Radek Pietruszka
PAP/Radek Pietruszka

Michał Karnowski sprowadził expose Donalda Tuska do siedmiokrotnej zapowiedzi podniesienia podatków. To oczywiście się nasuwa: PO robiła ze swego wręcz antypodatkowego nastawienia swój znak rozpoznawczy. Każdy przejaw fiskalizmu jest więc jej dotkliwą porażką wizerunkową.

Ale powiedzmy sobie szczerze: nikt nie ma w tej chwili pomysłu, jak ratować polskie finanse bez zwiększania obciążeń. Politycy PiS też de facto podwyżkę podatków dopuszczają, choć częściowo innych.

Po drugie, nie bagatelizowałbym tego wystąpienia. Więcej racji od Karnowskiego miał tu Jarosław Kaczyński, który nazwał je na sejmowym korytarzu, oblężony przez dziennikarzy, "zręcznym". To było zręczne expose: cięcia i pogorszenie  sytuacji różnych grup społecznych zostało osłodzone: a to podwyżką ulgi na trzecie dziecko (przy redukcji innych ulg), a to odebraniem przywilejów podatkowych twórcom (słusznym, choć sam na tym stracę). Pewien poważny polityk prawicy słuchając tego, napisał mi sms-a:

A nie mówiłem, że Tusk spróbuje odebrać język Kaczyńskiemu.

Istotnie, tak.

Próbował tak dalece, że wystąpił z obroną krzyża i tłumaczył, że tradycję można łączyć z nowoczesnością. Nie wytłumaczył tylko, jak może tę linię godzić ze wspieraniem przez polskie władze spod znaku Platformy na wiele sposobów choćby "Krytyki Politycznej". Ale naturalnie warto to odnotować: na tle stanowisk wielu rządów europejskich wezwanie aby nikogo na siłę laicyzować jest czymś szczególnym.

Można uderzyć w to expose z wielu różnych pozycji. Piotr Gursztyn na stronie "Rzeczpospolitej", ale o dziwo i Piotr Pacewicz na stronie "Wyborczej" zarzuca Tuskowi perspektywę buchaltera. Szef rządu mówił o paru wybranych sprawach, pomija tysiące kwestie. Cóż, dokonał takiego wyboru, zrobił z expose antykryzysową pobudkę i miał do tego prawa. Inna sprawa, że pominięcie wielu kwestii pozwala mu uciec od najbardziej fundamentalnych pytań.

Nie mówiąc o edukacji, ukrył kuriozalne następstwa reform Katarzyny Hall. Enigmatycznie tylko dotykając polityki europejskiej, nie odniósł się do zasadniczych pytań, choćby o  stosunek jego rządu do zamysłu integracji prowadzącej do powstania czegoś w rodzaju europejskiego rządu. Itp. itd. Opozycja miała prawo to wszystko przypomnieć.

Zrobił to Jarosław Kaczyński i zrobił bardzo dobrze. On wystąpił nie jak buchalter a jak wizjoner. Był pryncypialny, nawet fundamentalny w swoich zarzutach, a przecież nie małostkowy, nie napastliwy. Myślę, że to kończy debatę o centrowości czy prawicowości PiS: można mówić spokojnie, a z perspektywy opozycji prawdziwej. Nie odgrywając roli wyznaczonej mu przez media.

Kaczyński przypomniał o tym, co powinno się pojawić jeszcze w tej debacie. Od pytań, czy premier chce czy nie chce euro, poprzez odrzucenie pakietu klimatycznego, który będzie stanowił gigantyczne obciążenie dla   polskiej gospodarki, po żarliwą obronę tradycyjnego wychowania i tradycyjnych wartości.  Równocześnie sam po części uniknął pytania o cięcia: zgłaszając raczej własne pomysły na ekonomiczne powodzenie Polski. Bardziej obok Tuska niż przeciw niemu.

Tylko, że to niweluje pytań: co opozycja powie na tę konkretną kurację? Nawet jeśli na razie wystarczy mówić: Tusk spóźnił się z wieloma pomysłami o dwa, a za niektórymi wręcz o cztery lata. I przygotował słabe kadry, które tych wyzwań mogą po prostu nie udźwignąć.

To wszystko można powtórzyć jeszcze wiele razy.  Ale w końcu przez cztery lata PiS powtarzał wraz z liberalnymi ekonomistami i komentatorami, że rząd unika zmieniania czegokolwiek, że wybiera święty spokój. Były to zarzuty słuszne. Ale załóżmy, że teraz Tusk zacznie coś robić.

Czy PiS dopuszcza możliwość wydłużania wieku emerytalnego, skoro Polacy stają się coraz starsi i ludzie młodzi muszą pracować na coraz kosztowniejsze emerytury? Czy poprze sztuczki z ulgami (niektóre z tych sztuczek są jednak pronatalistyczne)?

Wiemy już na pewno, że Kaczyński zapowiada walkę w obronie KRUS. Czy także przeciw cząstkowym zmianom obciążającym rolników najbogatszych? Z tym stanowiskiem  pod tytułem: "będziemy bronić polskiej wsi" akurat się nie zgadzam. Nawet jeśli rozumiem je politycznie: w sytuacji gdy reformować ubezpieczenia rolnicze będzie rząd z udziałem PSL,  wieś staje się podwójnie łakomym wyborczym kąskiem.

Ale co ze stosunkiem do innych zmian? Przyznajmy, są kontrowersyjne - na przykład przesunięcie wieku emerytalnego nie ma samych tylko zalet, powie to każdy ekonomista. Ale jeśli nie taka forma ratowania budżetu, to co w zamian? Tu akurat precyzja nie jest cnotą opozycji - i tej lewicowej, i tej prawicowej.

Inna sprawa, że wszyscy ciągle nie wierzymy, że Tusk cokolwiek do końca zrobi, że wybierze jakikolwiek ryzyko. Szukałem w tym expose terminów poszczególnych przedsięwzięć i nie zawsze je znajdowałem. Pamiętamy już premierowskie spektakle z legislacyjnymi rewolucjami - zawsze kończyły się tak samo. Konkurs dla czytelników: jak długo wytrzymał Donald Tusk w Sejmie, kiedy przed rokiem miał się tam przenieść aby pilnować rewolucyjnych ponoć projektów. Dwa dni? A może trzy? No słucham.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...