Oto dowód kto zaprosił niemieckich bojówkarzy! "Państwo Tuska znowu okazało się mocne – jak zwykle w gębie"

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Na szczęście tym razem nie trzeba było organizować ceremonii pogrzebowych - choć polska policja wykazała się tradycyjną polską gościnnością względem uzbrojonych w kije i pałki terrorystów niemieckich, którzy nieniepokojeni przejechali autokarami 480 kilometrów dzielących granicę od stolicy. Następnym razem w plecakach mogą przywieźć materiały wybuchowe.

A tak poważniej. Może warto zachęcić, np. jakimiś orderami czy awansami, funkcjonariuszy ABW do poszukania tych, którzy zaprosili do Polski terrorystów zza Odry? Wiem, to trochę trudniejsze niż poszukiwania satyryków internetowych ośmieszających władze, bo trzeba znać języki obce. Ale przecież można skorzystać z darmowego translatora na google.pl. Podpowiadam więc I POKAZUJĘ NA ILUSTRACJI stronę, której właściciele zapraszają niemieckich lewaków do Warszawy. Strona nosi adres:

http://11listopada.org/strona/den-faschistenaufmarsch-am-11-november-blockieren

To jest strona Porozumienia 11 listopada - promowanej przez "Wyborczą" koalicji zorganizowanej do uniemożliwienia świętowania Marszu Niepodległości.

Ale teraz już naprawdę na poważnie.

Nie sposób zgodzić się ze smutnymi wnioskami Tomasza Terlikowskiego. Zwłaszcza ciężko przyjąć do wiadomości, że cała idea Marszu Niepodległości została skompromitowana, przegrana – w domyśle przez tych, którzy tę ideę promowali.

Jeśli ktoś przegrał, to państwo polskie.

Niektóre działania władz powinny przy tym wywołać pytania, czy aby nie były to celowe prowokacje, które miały skompromitować - jak zwykle - PiS. Może znowu rządowi Tuska chodziło o zwyczajny pijar?

No bo czymże była decyzja władz Warszawy, które wydały zezwolenie na kontrmanifestację, mającą za zadanie zablokowania legalnej manifestacji? Albo głupotą, albo celowym działaniem. Innego wyjścia chyba nie ma.

Czy wiec można nazwać kompromitacją organizatorów Marszu fakt, że do ostatniej chwili starali się oni ukryć trasę pochodu właśnie w obawie przed zetknięciem się z kontrmarszem? Kto tu szukał zwady, zwarcia, które tak „ładnie” wyglądały potem w prorządowych telewizjach?

W cywilizowanych krajach dzieje się tak, że trasa zarejestrowanej manifestacji jest znana dużo wcześniej, oznakowana, a służby porządkowe niedopuszczają do jej zablokowania. Policja rozpędza tych, którzy próbują blokować. Czy w Warszawie rządzonej przez koleżankę partyjną Tuska, legalne, ale nieprawomyślne manifestacje będą niedługo musiały prowadzić kanałami?

Do wyjaśnienia przez policję jest oczywiście sprawa podpalenia samochodów telewizji TVN.

Bez żadnych wątpliwości pozostaje przy tym wątek humanitarny - trzeba współczuć tej traumy, którą przeżył Arkadiusz Wierzuk, korespondent tej telewizji, który opowiadał:

Zdarzało mi się relacjonować marsze równości i podobne manifestacje, ale nigdy ta wrogość i nienawiść nie była w taki sposób wymierzona w dziennikarzy

Jednak starsi koledzy powinni opowiedzieć swoim młodszym kolegom, jak to bywało w PRL, gdy wozy transmisyjne prorządowego Dziennika Telewizyjnego też były narażone na gniew protestujących.

Może czas wyciągnąć wnioski i jeśli nie widzi się potrzeby zmiany charakteru prezentowanych treści, to może trzeba zacząć parkować samochody dalej od drogi, którą idzie manifestacja patriotyczna?

Autor

e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie! e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie! e-prenumerata tygodnika Sieci 50% taniej + 3 audiobooki w prezencie!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...