Późnym wieczorem zakończyły się zwołane w tajemnicy nadzwyczajne obrady Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości. Stały się one widownią krytycznych wystąpień Zbigniewa Ziobry i Jacka Kurskiego  na temat ostatniej kampanii. Z kolei zwolennicy prezesa Kaczyńskiego zaatakowali europosła Tadeusza Cymańskiego. Wypominano mu zwłaszcza dzisiejszy wywiad do „Wprost”, w którym zarzucił Kaczyńskiemu „dyktaturę”, a nie wymienionych z nazwiska jego współpracowników nazwał „pachołkami”.

Wywiad Cymańskiego odbierano jako początek ofensywy ziobrystów wewnątrz partii. Europoseł miał liczyć na wyrzucenie z PiS, co prowadziłoby do mobilizacji sympatyków Ziobry w Komitecie Politycznym i nowym klubie parlamentarnym. Ale w ostatniej chwili sam Ziobro się cofnął. Tłumaczył komitetowi, że Cymański popełnił błąd rozmawiając prywatnie z dziennikarzem, który nadał potem jego wypowiedziom charakter wywiadu.

CZYTAJ: Kolejny numer "Wprost". Żeby nakręcić konflikt w PiS tygodnik opublikował nie autoryzowaną, luźną rozmowę z Cymańskim

To wyjaśnienie przyjęto do wiadomości, choć z cierpkimi komentarzami („widać o czym Cymański rozmawia z dziennikarzami”). Równocześnie debatowano nad zarzutami Ziobry, który wystąpil na samym początku, i Kurskiego, który przemawiał jako 14 z kolei. Twierdzili oni, że kampania była źle prowadzona, struktury partyjne bierne, a członkowie sztabu celowali we wpadkach – od wypowiedzi Adama Hofmana o chłopach po promocyjną książkę samego prezesa ze zdaniem o Angeli Merkel. Najważniejszym merytorycznym zarzutem było podnoszone już wcześniej przez Cymańskiego  zaangażowanie „liberałki” Zyty Gilowskiej w kampanię. Miało to wystraszyć elektorat socjalny.

Spośród członków Komitetu Ziobrę i Kurskiego wsparli tylko Arkadiusz Mularczyk i Beata Kempa, która pod koniec starła się ostro z Dawidem Jackiewiczem. Spośród blisko 30 pozostałych członków Komitetu większość nie tylko udzieliła poparcia Kaczyńskiemu, ale atakowała z kolei europosłów – za nieobecność w pracach centralnego sztabu, za to organizowanie oddzielnej kampanii na rzecz niektórych kandydatów.

Komitet rozszedł się bez konkluzji, można jednak uznać, że ziobryści przegrali to starcie. Choć zarazem kierownictwo partii cofnęło się po raz kolejny rezygnując z represji. Można powiedzieć, że rozgrywka została odroczona w czasie.