Siedem sztuczek, których znowu użyto w kampanii wyborczej. "Ta walka walka nie była fair"

Rys. Andrzej Krauze
Rys. Andrzej Krauze

Wybory za nami i nic już nie zmieni ich wyniku. Miało na niego wpływ wiele czynników, społecznych i socjologicznych procesów. Kampania to tylko jeden z wielu elementów. Liczy się też zaplecze medialne i biznesowe. Warto jednak zauważyć, że ponownie, jak w latach poprzednich, sięgnięto po metody, które ocierają się o nadużycie. Które powodują, że walka nie była fair. A już na pewno nie toczyła się według równych dla wszystkich reguł. Oto siedem najważniejszych sztuczek, których użyto w tej kampanii wyborczej.


1. Ponownie, jak w roku 2007, zorganizowano akcję profrekwencyjną, zachęcającą do głosowania. O ile jednak wtedy wzywano:


Zmień Polskę, idź na wybory


Tak teraz apelowano by iść na wybory i niczego nie zmieniać. Akcja była oczywiście całkowicie apolityczna, a każdy kto twierdzi inaczej jest złym człowiekiem. Czyż można pochwałom obecnej sytuacji w kraju, zachwytom nad naszym rozwojem wygłaszanym z zachwytem przez kojarzonych z partią władzy Jerzego Owsiaka i Monikę Brodkę, przypisywać jakiekolwiek intencje polityczne? Tak, wspaniałe mamy organizacje pozarządowe. Zawsze po linii i na czasie. Jak trzeba to kraj zmieniają, kiedy trzeba utrwalają władzę.

2. Masowo używano programów publicystycznych, z założenia miejsca wymiany poglądów i starć, jako pułapek na opozycję. Jarosław Gugała w rozmowie z Adamem Hofmanem i Tomasz Lis w skandalicznym programie z Jarosławem Kaczyńskim pokazał jak to robić. Lis otrzymał w zamian taką oto pochwałę od Tomasza Wołka:

To co czytałem, czego słuchałem o audycji Tomka Lisa... Czytam, że Lis przegrał, że Kaczyński Lisa nie wiem rozłożył, rozjechał. Oglądałem to w stanie absolutnej przytomności umysłu i mam wrażenie, że było odwrotnie. Że po pierwsze Tomkowi udało się tego delikwenta zaprosić, co już było sukcesem ogromny. Po drugie, że Tomek, świetnie do programu przygotowany, wydobył z Jarosława Kaczyńskiego, te wszystkie cechy, które on starał się ukrywać czy tuszować czy pudrować. On się całkowicie odsłonił.

No i tak sobie pogadali obiektywnie. Jak to dziennikarze. Najpierw Lis z Kaczyńskim, potem Wołek z Lisem.

CZYTAJ: Kosmici nadają w TOK FM. I pokazują w jak chory sposób widzą swoją rolę: "Tomkowi udało się tego delikwenta zaprosić"

3. W dzisiejszych czasach wszystko się ukaże. To prawda. Z tym, że jedno na  jakimś prywatnym blogu, drugie w programach o milionowej widowni. Multiplikowano więc wszelkie wpadki opozycji, przemilczano kłopoty kampanii PO. Przykłady: O niezręcznej książce Kaczyńskiego dowiedziało się każde dziecko, o aranżowaniu przez Donalda Tuska wizyt u ludzi, gdzie BOR przywoził kanapki i ciasto, a premier z radością dziękował za gościnność – nieliczni.

CZYTAJ: Czy Donald Tusk wozi ze sobą ciasta i kanapki, by potem się cieszyć, że go tak hojnie przyjmują? Brzmi dziwnie, ale na to wygląda...

4. Naturalne w demokracji szperanie na zapleczu ograniczono do PiS. Przypisano więc tej partii szeroki sojusz  z kibolami, choć można mówić jedynie o obronie, czasem niezręcznej, to prawda,  podstawowych praw obywatelskich. Jednak miły elitom medialnym Janusz Palikot praktycznie w ogóle nie został sprawdzony. Do dziś nie wiadomo jak dziwni są ci dziwni ludzie za nim. Urbana Polacy zobaczyli dopiero na wieczorze wyborczym RPP.

 

5. Znowu sięgnięto po „oburzoną opinię zagraniczną”. Przy okazji kilku zdań lidera opozycji o kanclerz Niemiec ambasada w Berlinie rozsyłała dziennikarzom listy wzywające do dostrzeżenia oburzenia niemieckich mediów. Widocznie samo z siebie nie było to widoczne. Do te samej kategorii można zaliczyć list byłych szefów polskiej dyplomacji, którzy dla dobrego imienia kanclerz Merkel oddaliby życie, ale w sprawie  skandalicznego śledztwa w sprawie śmierci polskiej elity w smoleńskim błocie nie kiwnęli palcem.

6. Sugerowano, że instytucje państwa polskiego, podobnie jak unijne, mogą dobrze i z pasją pracować tylko dla „właściwego” premiera. Każda inna władza jest więc z założenia uzurpatorska. Gdyby Tusk stracił władzę, z tych 300 miliardów euro nici. Bo jak wiadomo, w takim wypadku ani komisarz Janusz Lewandowski ani szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek nie ruszyliby palcem. W końcu PO=państwo. Coraz bardziej. Kto nie z nami, ten za burtę.

7. Przy propagandzie „otwartości” bardzo dokładnie selekcjonowano dziennikarzy mogących zadać (trudne) pytania premierowi. Z prasy uznawanej za opozycyjną ni e dostąpił tego zaszczytu dosłownie nikt.  Dla porównania z liderami opozycji mógł rozmawiać każdy, choćby wcześniej ogłaszał o nich najgorsze rzeczy. Z Tuskiem rozmawiali wyłącznie dziennikarze "bezpieczni".



Czy więc te wybory były do wygrania przez kogokolwiek innego niż PO? Czy w Polsce nierównowaga medialna pozwala jeszcze w ogóle mówić o uczciwej rywalizacji? Każdy musi sam odpowiedzieć na te pytania.

wu-ka

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...