Niemieckie koncerny w Polsce realizują zadania Berlina? Czyich interesów broni 80 proc. mediów należących do Niemców? Czas na repolonizację

Fot. pixabay.com
Fot. pixabay.com

Antyrządowa nagonka nabiera mocy. Mimo, że pełno w niej wewnętrznych sprzeczności, jest bezwzględna i konsekwentna. Dlaczego? Z dwóch prostych powodów: chęci zatrzymania władzy i pieniędzy. Warto o tym pomyśleć w kontekście ostatnich doniesień. Niemiecki MZS instruuje dziennikarzy jak mają szkalować Polskę i demonizować polski rząd.

Dziennikarze mają testować polską reakcję na krytykę Polski za realizację „putinowskiego modelu władzy”, mają opisywać „antydemokratyczne działania rządu”, kwalifikować Polskę jako „dziki Wschód”, podnosić „demontowanie państwa prawa” i zarzucać, że „paraliżowanie państwa prawa w Polsce zagraża bezpieczeństwu całej UE

głosi notatka, która wyciekła do polskiego MSZ.

Dorabianie Polsce gęby przez niemieckie media trwa od chwili przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Nie ma dnia, by dziennikarze zza Odry nie rzucali obelg pod naszym adresem. Codzienna histeria rozpętywana jest często w niemieckiej prasie przez Polaków z lewicowych i liberalnych środowisk. Nie brakuje też ścisłej współpracy. Pokazała to doskonale żenująca ustawka feministek w kościele św. Anny, o której sfilmowanie zatroszczyły się wspólnie „Gazeta Wyborcza”, TVNZDF. (Więcej o sprawie w najbliższym numerze tygodnika „wSieci”).

Cokolwiek zrobi PiS i tak zostanie skrytykowane. Opozycja kolaborująca z unijnymi politykami tropi, węszy i pomawia. Pretekstem do politycznej awantury jest wszystko. Byle tylko pogłębić podziały, wzmocnić agresję, wywołać trwałą niechęć wobec nowej władzy i doprowadzić do wcześniejszych wyborów. Skąd ta agresja? Bo PiS nie zamierza cofnąć się przed wspieraniem polskiego interesu, co odbędzie się kosztem międzynarodowych potentatów. Najgłośniej krzyczą ci, którzy zarabiali dotąd na słabości naszego państwa.

Pojawiają się kolejne elementy zastraszania. Najnowszy to zapowiedź agencji ratingowej Moody’s, która ostrzega, że jeśli kryzys wokół TK nie zostanie zakończony, odbije się to na naszej wiarygodności kredytowej. Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego, podkreśla, że w całej tej histerii chodzi wyłącznie o wywołanie niekorzystnego wrażenia, co nie ma nic wspólnego z twardymi wskaźnikami ekonomicznymi. Zaznacza, że opinia agencji ratingowych jest narzędziem, wspierającym międzynarodowe interesy.

To jest wsparcie dużego biznesu, który w Polsce robi interesy, który przewiduje, że w następnych latach pod rządami PiS będzie następowała repolonizacja pewnych sektorów gospodarki - widzimy to w energetyce, w finansach. To  nie są mali inwestorzy, którzy wrzucą gdzieś milion złotych, tylko to są  naprawdę duże pieniądze – to są całe koszyki, których Polska jest jednym z krajów Europy Środkowo-wschodniej

— podkreśla Roszkowski.

Międzynarodowy biznes broni się więc jak może. Działania opozycji, „oddolne” działania obywatelskie w postaci Komitetu Obrony Demokracji i wszelkie inne czynniki wywrotowe mają w tym pomóc. Kluczowe są jednak media. Międzynarodowa prasa w większości pokazuje tylko jedną stronę wydarzeń w Polsce, tę irracjonalną i rozhisteryzowaną. Przodują w tym oczywiście Niemcy, z którymi ściśle współpracuje polska opozycja.

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...