Skoro dziennikarze Wprost dotarli do historii z życia prywatnego Kamila Durczoka, to czy nie można wykluczyć np. szantażu bohatera publikacji ze strony służb? Naszych lub obcych. Ciekawe, co na to ABW?

Kamil Durczok nie jest z mojej bajki. Obserwowałem jego momentami zaskakującą karierę, jej promotorów i promotorki, poznałem niektóre okoliczności i czekałem na finał. Spokojnie czekałem. Kariera i wielkie pieniądze potrafią zniszczyć każdego.

Historia i histeria, jakiej jesteśmy obecnie świadkami wokół tak zwanej „Durczokgate” będzie jednak miała poważne konsekwencje nie tylko dla bohatera publikacji Wprost, ale również dla mediów. I nie mam tu na myśli kilku wolnych etatów w medialnej korporacji TVN po zmianach właścicielskich.

CZYTAJ TAKŻE: „Ciemna strona Kamila Durczoka”? Dziwna historia szefa „Faktów TVN” z barykadą w apartamencie, białym proszkiem i zoofilską płytą w tle

Trochę spekulacji. Służby specjalne bardzo lubią gromadzić „haki”. W cenie są dowody na pozamałżeńskie romanse, oddawanie się niemoralnym rozrywkom czy używkom. Po to, aby skompromitować lub zwerbować. Marzeniem każdej służby jest „posiadanie w aktywach” osoby opiniotwórczej. Takiej, która ma wpływ na kształtowanie opinii publicznej (agentura wpływu). To gratka zarówno dla policji politycznej, jak i wywiadu obcego państwa.

Czy informacje o kłopotach twarzy TVN mają na przykład obniżyć wycenę stacji w przededniu sprzedaży? Być może okaże się, że TVN wcale nie zostanie kupiony przez koncern amerykański, ale jakiś inny np. kapitałowo na jakimś poziomie związany z rosyjskim kapitałem. Durczok, jako „funkcjonariusz mediów mainstreamu” zna doskonale zasady obowiązujące w branży. Wystarczy wspomnieć jego bezkrytyczne wypowiedzi po katastrofie smoleńskiej, niby „przecieki” ze śledztwa, które kształtowały życzliwy dla PO obraz katastrofy. Co zatem się stało, że gwiazdor nagle zostaje „trafiony” sprawą obyczajową? Niewykluczone, że obserwując scenę polityczną i zachodzące zmiany próbował nagle być niezależny, co nie spodobało się jego promotorom i „przełożyli wajchę”.

Nie wierzę jednak, że to co spotkało Durczoka, to „zemsta układu” za rzekomo niezależny i niepoprawny styl przeprowadzenia wywiadu z premier Kopacz w apogeum górniczych protestów. Pytania Durczoka nie były specjalnie trudne. Jednak udzielenie na nie były trudne dla kogoś, kto nie zna Śląska i ma niewielkie pojęcie o jego problemach. Tak jak Ewa Kopacz.

„Wprost” w tekście „Ukryta prawda” dwa tygodnie temu napisał o „molestowaniu i mobbingu w jednej z dużych stacji telewizyjnych”. Redakcja nie podała, o jaką stację chodzi, ani który dziennikarz miał się tego dopuścić. Zapowiedziano jedynie, że temat będzie rozwijany w kolejnych wydaniach. Szybko jednak w Internecie pojawiły się informacje, że chodzi o Kamila Durczoka i TVN. Członek zarządu stacji Edward Miszczak w rozmowie z portalem WirtualneMedia.pl zapewniał, że nie ma zamiaru „zajmować się insynuacjami”. „Wielki Edward” wyszedł jednak przed szereg, albo został podpuszczony, bo już na drugi dzień okazało się, że w TVN decyzją zarządu stacji powstała komisja, która weryfikuje czy w osoby pracujące w stacji były ofiarami mobbingu lub molestowania.

Dzisiaj tygodnik uderzył mocniej. Okładka z Durczokiem i artykuł. Dziennikarze opisują zajście, z 16 stycznia na warszawskim Mokotowie, w którym uczestniczył szef Faktów.

Pojawia się postać 29-latki, która miała wynajmować mieszkanie od biznesmena-informatora redakcji tygodnika. W mieszkaniu były m.in. prywatne rzeczy Durczoka i „biały proszek”. Wezwana na miejsce policja wylegitymowała i spisała Durczoka jako - jak mówi sam dziennikarz – „świadka czegoś tam”.

Powiem to jedno zdanie, w wolnym, prywatnym czasie odwiedziłem mieszkanie jednej z moich znajomych ze środowiska medialnego. To, co tam zrobiłem, to jest absolutnie moja prywatna sprawa

— mówił Durczok w TOK FM.

Tak. Do niedawna była to prywatna sprawa Kamila Durczoka.

CZYTAJ TAKŻE: Spowiedź czy ruch wyprzedzający? Kamil Durczok: Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety! „Jestem zdemolowany psychicznie. Bardzo bym chciał jeszcze poprowadzić Fakty…”