PRL trzyma się mocno! KRRiT wsadza do Rady Programowej TVP zaufanego SB, który relacjonował proces toruński

Fot. Profil Marka Kassy na Facebooku / M. Czutko
Fot. Profil Marka Kassy na Facebooku / M. Czutko

„Keine Grenzen” – pomyślałem sobie po raz kolejny w ostatnich dniach. Tym razem udowodnił to Jan Dworak z towarzyszami z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

To przedziwne ciało, w którym Platforma i prezydent Komorowski mają dwóch ludzi, SLD też dwóch, a PSL jednego, uzupełniło właśnie składy rad programowych mediów publicznych. Wśród wielu demonicznych postaci, które się w nich znalazły na szczególną uwagę zasługuje Marek Kassa, który wraca do TVP.

To dzięki jego nominacji możemy śmiało powiedzieć, że PRL w III RP trzyma się mocno.

Kassa nie powinien zajmować żadnego stanowiska państwowego od 1989 r., kiedy to rzekomo rozprawiliśmy się z komunizmem. A już na pewno nie powinno być dla niego miejsca w mediach.

Tymczasem zrobił w nich wielką karierę i betonował stare komusze układy.

To on był jednym z dwóch dziennikarzy Polskiego Radia (obok Zbigniewa Krajewskiego, który wciąż w PR pracuje) oddelegowanych do relacjonowania tzw. procesu toruńskiego, czyli propagandowego spektaklu zorganizowanego przez Czesława Kiszczaka oraz jego kolegów-bandytów w mundurach i togach w celu zafałszowania prawdy o morderstwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Procesu, w którym skazano ludzi będących tylko jednym z ogniw – jak wiele na to wskazuje, nawet nie ostatnim – jednej z najohydniejszych zbrodni komunistycznych władz. Wydarzenia w toruńskim sądzie miały pokazać, że władza szybko i skutecznie złapała oraz osądziła pomysłodawców oraz wykonawców zbrodni na kapelanie „Solidarności”. W rzeczywistości chodziło zwłaszcza o niedopuszczenie do osądzenia prawdziwych zleceniodawców, z najwyższego szczebla aparatu komunistycznej władzy, z Kiszczakiem na czele, ale też o niewyświetlenie jak i kiedy zginął ksiądz Jerzy.

Dzięki drobiazgowemu śledztwu prokuratora Andrzeja Witkowskiego z IPN i żmudnej pracy dziennikarskiej Wojciecha Sumlińskiego, wbrew woli wielu hierarchów Kościoła oraz mimo starań władz wolnej Polski i nadzorców prokuratury, możemy dziś z całą pewnością powiedzieć, że oficjalna wersja wydarzeń po uprowadzeniu kapłana z parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu – to w jakich okolicznościach został uprowadzony oraz kiedy dokładnie i w jaki sposób został zamęczony – nie jest prawdziwa. Wojtek szczegółowo opisał wszystkie dowody jej przeczące w kilku książkach, w tym najnowszej „Lobotomia 3.0. Trzydzieści lat holocaustu prawdy o jego śmierci” oraz tej sprzed dekady „Kto naprawdę go zabił?”.

Kluczowym etapem kłamstwa wokół zbrodni był właśnie proces toruński. Dziennikarze, którzy go obserwowali nie byli przypadkowi. To musieli być zaufani SB. Tacy, co do których nie było wątpliwości, że nie wywiną żadnego numeru, a przekażą swoim odbiorcom dokładnie to, czego życzyli sobie Czesław Kiszczak, Wojciech Jaruzelski i ich junta. Tak też działał Marek Kassa – jak życzyła sobie tego komunistyczna władza. Był jej narzędziem. Dobrowolnie.

CZYTAJ TAKŻE: Wojciech Sumliński: „Zbrodnia popełniona na św. ks. Jerzym stała się zbrodnią założycielską III RP

Teraz będzie oceniał programy Telewizji Polskiej, opiniował ramówkę, doradzał zarządowi TVP.

To oczywiście nie pierwsza jego ważna funkcja w mediach publicznych. W latach 90., w czasach koalicji SLD-PSL był wiceszefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i wiceszefem TVP 3 (obecnie TVP Info), a więc pełnił wysokie funkcje w telewizyjnej strukturze odpowiedzialnej za informacje. W 2011 r. był jednym z kandydatów na szefa Informacyjnej Agencji Radiowej, ale po burzy w mediach nie został wybrany. Krytyczne publikacje o Kassie pojawiły się m.in. w „Gazecie Wyborczej”. Zacytujmy ją:

Nazywano go ”komisarzem ludowym telewizji”. Wyleciał z telewizji, bo ostentacyjnie i nachalnie promował ludowców na antenie telewizji publicznej - relacjonował nawet kompletnie nieistotne spotkania z udziałem polityków PSL. - Nie ukrywam, że PSL nie jest dla mnie ugrupowaniem wrogim. Sam jestem ze wsi. Już od lat 80. odpowiadały mi pewne idee i cele tego ugrupowania - mówił ”Gazecie”. Tłumaczył, że ”wsi, prowincji, rolnictwa jest za mało w naszych programach”. Dziennikarze, którzy nie chcieli wykonywać jego poleceń, byli ”zachęcani” do odejścia.

W październiku został ponownie wybrany prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy im. Władysława Reymonta, organizacji zielonej jak logo PSL.

Wciąż jest też rzecznikiem prasowym (dyrektorem Departamentu Komunikacji Społecznej) Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Fot. arimr.gov.pl
Fot. arimr.gov.pl

Ciekawą lekturę stanowi jego profil na Facebooku. 19 października udostępnił na nim m.in. rysunek z Kubusiem Puchatkiem i Prosiaczkiem oraz ich dialogiem:

Misiu, Krzyś mówi, że wygrał jakiś PiS.

Tak, wygrał. Bo ludziom znudziło się siedzieć w gównie po pas. Wolą po uszy.

Koledzy poprzez FB gratulowali mu wyniku PSL w wyborach. Wcześniej, jako dyrektor w rządowej agencji wspierał w kampanii polityków PSL.

Teraz znów będzie ich wspierał w TVP.

Niech żyje Polska… ludowa!

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...