Czytelnikom „Polityki” szczerze współczujemy. Stykać się z takim duetem produkującym takie tezy musi być doświadczeniem niebezpiecznym. Zwłaszcza, że wszystko dzieje się na poważnie.

Jacek Żakowski o fatalnych skutkach traktatów kończących pierwszą wojnę światową:

Krzywda Austrii stworzyła Hitlera. Krzywda Niemiec – nazizm. Krzywda sklejonych w Jugosławię południowych Słowian – wojny bałkańskie. Krzywda Słowaków – księdza Tiso. Krzywda Węgrów – Horthyego i Orbana.

Proszę, jak łatwo publicystyczny lewacki autorytet oblał ręce węgierskiego premiera krwią. To niesamowite, że takie rzeczy można mówić bezkarnie.

Nie gorzej wypada jego rozmówca, prof. Radosław Markowski – politolog i socjolog, oczywiście apolityczny i obiektywny. Właśnie z tego powodu wysłany jako przedstawiciel premiera Donalda Tuska do rady CBOS, za co każdego miesiąca dostaje na konto co najmniej czterocyfrową sumkę.

Wchodzi w narrację Żakowskiego i analizuje węgierskie traumy determinujące głosowanie na tego strasznego faszystę Orbana. Wymienia m.in. „wyjątkowo brutalny” na Węgrzech stalinizm:

Węgrzy mają to w kościach. Jobbik, czyli ich radykalna prawica, wyrósł na tym, że prawdziwy Madziar ich zdaniem nigdy nie mógł rozwinąć skrzydłem, bo zawsze dusili go obcy. Nawet lepszego zawodu nie mógł wykonywać, bo wypychali go zakamuflowani Żydzi. A z drugiej strony zawsze były trutnie, czyli Cyganie, którzy „nic nie robili”.

Za inną traumę uznaje wychodzenie z socjalizmu, w którym to czasie Rosjanie pozwolili Węgrom na „rynkowe eksperymenty” z… pełnymi sklepami. Czy ktoś to ogarnia rozumem?

Po analizie ścieżki dojścia Orbana do władzy panowie docierają do momentu, w którym władzę na Węgrzech przejmują socjaliści. Markowski:

Na dwie kadencje. I za każdym razem Orban nakręcał podejrzenia, że coś było z wyborami nie tak. Bo przegrywał nieznacznie. Ale ludzie ze sobą normalnie rozmawiali, a politycy się dogadywali.

I to jest najważniejsze! Nieistotne, że byli okłamywani „rano i wieczorem”, jak przyznał na ujawnionym nagraniu ówczesny premier Gyurcsany…

Najefektowniejsze są jednak wtręty Żakowskiego. Np. taki:

Markowski: - Jedynym węgierskim dziwactwem był Csurka i jego faszyzująca Partia Sprawiedliwości, zalążek dzisiejszego Jobbiku.

Żakowski: - Coś w rodzaju Macierewicza.

Markowski: - Ale z poparciem części tradycyjnej budapesztańskiej inteligencji tęskniącej za Horthym, porządkiem i ładem…

I kolejny faszysta nazwany bez ogródek.

Sporo w tej rozmowie dobrze znanych kalek językowych, jak nazwanie głębokich zmian w węgierskim państwie „konstytucyjnym zamachem stanu”, obniżenie wieku sędziów do 62 lat - „znikaniem fundamentu państwa prawa”. Stare śpiewki. Nieco nudne. Ale są i nowości. Bo oto na kolejne bełkotliwe fantasmagorie Markowskiego Żakowski używa stwierdzenia:

Jak w pierwszym okresie rządów PiS.

I od razu czytelnik ma wrażenie, że ten PiS to nie wiadomo, jak długo rządził. Nawet jeśli sam tego nie pamięta, ma się tych czasów lękać i nie dopuścić do ich powrotu.

I tak sobie Żakowski z Markowskim gaworzą piekąc dwie pieczenie – punktują Orbana wytykając jako największe zagrożenie dla demokracji na Starym Kontynencie i w najciemniejszych kątach szukają analogii do faszyzującej opozycji. Niezmordowani. Podziwiamy!

CZYTAJ TAKŻE: A wszystko za pieniądze od MSZ… Jacek Pałasiński w TVN: „Węgrzy z ich obrzydliwym, prawicowo-nacjonalistycznym rządem!”

mt