Nawet Gozdyra nie ma litości dla ekranizacji "Lalki" Nawet Gozdyra nie ma litości dla ekranizacji "Lalki"

"Lalka" Netflixa bierze sobie markę dzieła oryginalnego i bezczelnie na nim żeruje. Nie jest adaptacją. Jest bezczelnym wykorzystaniem dzieła. Zarabianiem na jego rozpoznawalności. Ciekawe, kto by chciał to "dzieło" oglądać bez Prusa i książki - zauważyła dziennikarka Polsat News Agnieszka Gozdyra.
16 września Netflix wyemitował pierwsze odcinki serialu „Lalka” Pawła Maślony z Tomaszem Schuchardtem jako Stanisławem Wokulskim i Sandrą Drzymalską w roli Izabeli Łęckiej, za dwa tygodnie do kin trafi ekranizacja Macieja Kawalskiego: Wokulskim będzie Marcin Dorociński, Izabelą – Kamila Urzędowska, a Rzeckim – Marek Kondrat. Już po pierwszej premierze media zapełniły się dyskusjami - jedni, przywiązani do klasycznych ekranizacji, wyrażają rozczarowanie i biadają nad zatraceniem ducha pozytywistycznej powieści, inni doceniają próbę nowego spojrzenia na klasykę polskiej kultury. Narodowa dysputa na temat filmów dopiero się rozkręca.
Poseł PiS Krzysztof Ciecióra krytykując netflixową "Lalkę", zastosował kulinarne porównanie i fakt, że obecnie często wegetariańska żywność dostaje często nazwy swoich mięsnych odpowiedników.
Obejrzałem trochę tej nowej „Lalki” na Netflixie i chyba już wystarczy. Powiem tak: kiedy chcę zjeść kiełbasę, to oczekuję kiełbasy ze świni, a nie roślinnego wyrobu z korzonków i soi, który ktoś dla marketingu nazwał kiełbasą
- napisał Ciecióra.
Wykorzystanie dzieła
To, co zrobiono z powieścią Bolesława Prusa skrytykowała także dziennikarka Polsat News Agnieszka Gozdyra.
Abstrahując od kiełbasianego porównania: TAK. "Lalka" Netflixa bierze sobie markę dzieła oryginalnego i bezczelnie na nim żeruje. Nie jest adaptacją. Jest bezczelnym wykorzystaniem dzieła. Zarabianiem na jego rozpoznawalności. Ciekawe, kto by chciał to "dzieło" oglądać bez Prusa i książki
- wskazała.
as/źr. wPolityce.pl za X i PAP
