Awantura o „Lalkę”. Nowy serial podzielił komentatorówAwantura o „Lalkę”. Nowy serial podzielił komentatorów

lalka.webp
Ilustracja na podstawie powieści "Lalka" wygenerowana przy pomocy narzędzi AI. Komentarze z portalu X.
FacebookTwitter

Jedna ze znanych platform streamingowych zaserwowała widzom nową adaptację klasyki polskiej literatury – „Lalki” Bolesława Prusa. W tym jednak przypadku mamy nie tyle do czynienia z wierną adaptacją dzieła polskiego pozytywisty, co z bardzo swobodną interpretacją reżysera. Miniserial podzielił komentatorów na platformie X – nie tylko tych zajmujących się na co dzień filmem czy kulturą i sztuką, ale także piszących najwięcej o polityce.

Dwie nowe adaptacje kultowej dla wielu Polaków powieści Bolesława Prusa wywołały spore zamieszanie, zanim jeszcze się pojawiły – a obie pojawią się w stosunkowo krótkim odstępie czasu. W sercach Polaków wciąż są dwie serialowe adaptacje z czasów PRL- wersja Wojciecha Hasa z 1968 r. z Mariuszem Dmochowskim, Beatą Tyszkiewicz i Tadeuszem Fijewskim, a także – wersja Ryszarda Bera z roku 1977 r., gdzie główne role zagrali Jerzy Kamas, Małgorzata Braunek i Bronisław Pawlik. Czy dwie nowości również skradną nasze serca? Swoją wersję - w reżyserii Pawła Maślony, z Tomaszem Schuchardtem, Sandrą Drzymalską i Dariuszem Chojnackim - jako pierwszy zaserwował nam Netflix, oskarżany przez wielu widzów o przesyt poprawności politycznej i lewicowych ideologii i bardzo, niekiedy wręcz nazbyt swobodne interpretacje znanych dzieł. Na wersję kinową w reżyserii Macieja Kawalskiego, z Marcinem Dorocińskim, Kamilą Urzędowską i Markiem Kondratem w rolach głównych przyjdzie nam poczekać jeszcze prawie dwa tygodnie.

Czy ta "Lalka" to jeszcze "Lalka"?

Ledwie się pojawiła wersja netflixowa klasyka, który w ostatnich latach zyskał swego rodzaju drugie życie w internecie (popularny facebookowy fanpage „Stanisław Wokulski”), wywołała ogromne zamieszanie. Temat podzielił dziennikarzy, publicystów i komentatorów, zarówno tych zajmujących się na co dzień filmem czy szerzej kulturą i sztuką, jak i piszących przeważnie o polityce.

Nowa „Lalka” to wyjątkowe bezguście. Wszystko tu nędzne, zwulgaryzowane, przekręcone. Lepiej nie robić nic, niż produkować takie gnioty. Gnioty niszczące to wszystko, co w naszej kulturze jeszcze prawdziwe, autentyczne, zgodne z intencją twórców, podszyte miłością do Polski. Szerzej uważam, że przerabianie klasyki literackiej w sposób całkowicie swobodny jest zbrodnią wymierzoną w cywilizację

- napisał na platformie X Jacek Karnowski, redaktor naczelny Telewizji wPolsce24.

 

 

Po obejrzeniu prawie całego odcinka "Lalki" proponuję przerzucić się na inne dzieła dekonstrukcjonistyczne slash reinterpretacje, a mianowicie "Abraham Lincoln zabójca wampirów" oraz "Duma i uprzedzenie i zombie". Szybsza akcja, ciekawsze postaci, no i bliższe oryginałom.

- komentuje Marek Wróbel, prezes Fundacji Republikańskiej.

 

Publicysta Rafał Ziemkiewicz najpierw wyraził się krótko, acz dosadnie, później dokładniej uzasadnił swoją krytyczną opinię:

Przez chwilę rozważałem, że może gdyby to się nie nazywało "Lalką" (w istocie serial łączą z nią tylko nazwiska bohaterów i ich sugerowana pozycja społeczna) tylko jakoś inaczej, i tym samym nie prowokowało do porównań, to może dałoby się oglądać. Ale nie. Po prostu nie ma tu nic, co by widza wciągało. Reżyser mechanicznie przejął z powieści główne założenie akcji, tylko że w jego świecie ta sytuacja jest nielogiczna - oceńcie sami

- czytamy.

Jedyny facet w tej historii który nie sprawia na pierwszy rzut oka wrażenia patusa, Wokulski, dorobił się pieniędzy i usiłuje się wkręcić w gardzące nim jako nowobogackim i aferzystą kręgi arysto... no właśnie, tu jest pies pogrzebany. Arystokracja z serialu pozbawiona jest bowiem jakiegokolwiek z atutów prawdziwej (czy powieściowej) arystokracji. Zapijaczeni prostacy, rzucający w każdym zdaniu k...ami jak gówniarze na podwórku, mowa ciała drobnych gangsterów – tylko że gangsterzy mają pieniądze, a ci są gołodupcami. Arystokratyczne siedziby, urządzone bez gustu i smaku, przypominają raczej meliny niż pałace, ogląda się to wszystko bez żadnej przyjemności i bez szansy na takie zanurzenie się w perwersyjnej postmoderne-głupocie, jakie dawali Bridgertonowie. Kto przy zdrowych zmysłach zabiegałby o akceptację takiej mętowni? Z tego samego metra cięty jest też zresztą Rzecki, prymitywny, wulgarny cwaniaczek bez krzty powieściowej dystynkcji Starego Subiekta. Przeniesienie go z powieści w takiej postaci jest może najbardziej bez sensu

- pisze Ziemkiewicz.

Ale szczytem absurdu wydaje się w tej sytuacji zauroczenie Wolskiego Izabellą. Myślałem, że po śp Braunek nie sposób już znaleźć aktorki która by bardziej nie pasowała do tej roli – a jednak. Serialowa Izabela ma w sobie tyle z arystokratki, co jakaś Klaudeliza albo "Gocha Magical" (choć akurat do "arystokracji" opisanej powyżej pasuje) Gdyby wymienić ją rolami z aktorką grającą służącą-prostytutkę obie byłyby bardziej w swoich warunkach. Dlaczego bogaty człowiek sukcesu (300 tys rubli w złocie, nie licząc papierów wartościowych) miałby się zadurzyć w osobie bez wdzięku, bez jakiejś szczególnej urody, bez klasy i kasy, i jeszcze na dodatek sufrażystce? Dlaczego miałby dążyć do zrujnowania i przejęcia jej ojca-pijusa? Aktorzy – parę podstarzałych gwiazd, trochę młodzieży, czasem nie nauczonej nawet prawidłowego "podawania" tekstu, jedni starają się grać na serio, drudzy przerysowują jak w farsie, Adamczyk jako Krzeszowski wręcz "kubłami", jakby reżysera nie było w ogóle na planie. Intryga kryminalna, wątki łotrzykowskie – cośtam-cośtam, ani oryginalne, ani dobrze podrobione. Ogólnie: skrzyżowanie Vegi (który ponoć publicznie ogłosił to-to arcydziełem, rekomendacja sama w sobie) ze Smarzowskim, i to tym od "Drogówki". Szczerze przyznaję, nie chce mi się tego dalej oglądać. Jeśli w trzech ostatnich odcinkach dopatrzycie się sensu czy czegokolwiek co rozwiewa moje zarzuty, nie wahajcie się więc spojlerować

- podsumowuje publicysta i pisarz.

 

Szanowny Netfliksie. Kiedy bierze się tytuł powieści i postaci bohaterów, a potem robi z tego sieczkę, która nie ma nic wspólnego z dziełem pierwotnym, to żeruje się na oryginale. Uważam "Lalkę" za najwybitniejszą polską powieść i nie domagam się, by film był w 100% wierny, niemniej przegięliście

- ocenia z kolei dziennikarka Polsat News Agnieszka Gozdyra.

 

Ojej jak i podoba i wnerwia mnie ta netflixowa Lalka. Podoba bo tak wspaniale, mięsiście zagrana a wnerwia już na poziomie 2 odc. za za dużo retellingu i to w takim netflixowym stylu. Tym bardziej czekam filmu dla porównania. Jedno pewne: wielkie powieści są wielkie!

- pisze Sylwia Czubkowska, dziennikarka TOK FM.

 

Po obejrzeniu pierwszego odcinka "Lalki" Maślony na Netflixie chcę wrócić do serialu z 1978 roku z Jerzym Kamasem, Małgorzatą Braunek i Bronisławem Pawlikiem w roli Ignacego Rzeckiego

- komentuje Małgorzata Wanke-Jakubowska, specjalista od PR.

 

"Nawet fajny"

Są także oceny łagodniejsze lub pozytywne.

Nowa LALKA to maślonowska drastyczna reinterpretacja ( podobnie jak wcześniejszy KOS). Niezwykle ciekawie wypada porównanie obydwu adaptacji ale o tym dopiero za dwa tygodnie

 - pisze Łukasz Jasina, filmoznawca, były rzecznik MSZ.

 

W innym wpisie Jasina skomentował pewien charakterystyczny element nowej produkcji:

Jako Polaka niezwykle mnie cieszy że w serialowej LALCE Netflixa juz w czwartej minucie pada jakże ważne dla naszej kultury: " oż k...a"

- podkreślił. Serial określił jako „nawet fajny”, przy czym adaptacją raczej by go nie nazwał.

 

Lalka na Netflixie, to nawet nie jest Lalka. To po prostu świetny serial, która odbija się ogólnej ramy powieści Prusa. Gęsta od aluzji, specyficznego humoru i doskonałego aktorstwa najlepszych, polskich artystów. Nie rezygnujcie po pierwszych odcinkach, koniec wieńczy dzieło

- zachęca z kolei politolog Marcin Duma.

 

Obejrzałem "Lalkę" Netflixa, poczytałem opinie i myślę, że w Polsce jest tak: zrobi ktoś ramotę dla wycieczek szkolnych, to pytają, czemu to takie zachowawcze. Zrobi ktoś zabawny serial inspirowany książką, to krzyczą, że to nie tak było. Być może dlatego nie mamy ładnych rzeczy

- ocenia Michał Danielewski, wicenaczelny serwisu Polityka.pl.

 

jj/źr. wPolityce.pl, X

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.