Trwa proces lekarki oskarżonej o nieumyślne doprowadzenie do śmierci dziecka Barbary i Bartłomieja Bonka. Ich córka urodziła się z ciężkim niedotlenieniem mózgu i w konsekwencji zmarła.

Na ławie oskarżonych znalazła się lekarka Hanna Żwirska-Lembrych, która w szpitalu ginekologiczno-położniczym w Opolu odbierała poród Barbary Bonk i nie zdecydowała o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia w sytuacji, gdy poród drugiej z bliźniaczek się przedłużał.

Mówiłam, że nie wytrzymam z bólu, że za moment rozsadzi mi biodra, a wtedy położna zaproponowała mi paracetamol, który nic nie dał. Oskarżona nie pomogła mojej córce, aby przyspieszyć jej przyjście na świat, tylko patrzyła jak ona się męczy

— mówiła mama dziewczynki.

Opowiadała też, jak wyglądało badanie przed porodem.

Chwilę potem nastąpiła decyzja, żeby sprawdzić, zrobić USG, jakie jest położenie (dzieci - przyp. red.). Zawieziono mnie na łóżku do sali obok. Badanie trwało bardzo krótko. Najpierw pan doktor, który robił to badanie, stwierdził, że nie, jednak się nie odwróciły. Były tam też położne. Po chwili się odwrócił i powiedział: coś wam pokażę, jednak się odwróciły. Podał tylko wagę dzieci. (…) To było na tyle, nikt mi nie wytłumaczył, dlaczego tak, a nie inaczej, co jest lepsze dla mnie, co jest lepsze dla dzieci. Po prostu nie. Mam rodzić sama, tak jakbym została ubezwłasnowolniona

— wspominała Barbara Bonk.

Twierdzi, że mówiła lekarce o kłopotach przy porodzie pierwszego dziecka przed 10 latami.

Zapytała tylko, czy dobrze się chowa. Następne komentarze były takie, że skoro urodziłam jedno, to urodzę i dwoje

— opowiadała żona polskiego sztangisty.

Sąd wysłuchał również zeznań Bartłomieja Bonka.

Oskarżona lekarka, która przed rozprawą poprosiła dziennikarzy, aby podawali jej pełne imię i nazwisko, po południu zwołała konferencję prasową.

Powołana przez szpital komisja, która składała się m.in. z radiologa i anestezjologa w ciągu trzech dni wydała na mnie wyrok, choć biegli powołani w tej sprawie potrzebowali na ocenę sytuacji wielu miesięcy. Uważam, że szpital wykonał na mnie sąd kapturowy, zwłaszcza, że komisja nie pozwoliła mi nawet złożyć wyjaśnień w tej sprawie

— stwierdziła Hanna Żwirska-Lembrych, która po aferze odeszła z opolskiego szpitala.

Nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie, kto ponosi winę za krytyczny stan dziecka państwa Bonków.

Byłam tym ogromnie zaskoczona. Nie mogłam uwierzyć, że po takim przebiegu porodu urodzi się dziecko w tak ciężkim stanie

— tłumaczyła lekarka.

Sama nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że miała asystować przy porodzie Barbary Bonk, a nie go odbierać.

bzm/nto.pl

Czytaj także:

Rażące zaniedbania w czasie porodu Julii Bonk. Opinia biegłych jest miażdżąca dla lekarzy

Bartłomiej Bonk oskarża system opieki zdrowotnej