Policjanci marnują czas przez sprawę Epsteina! "Polityczne zamówienie"Policjanci marnują swój czas przez sprawę Epsteina! "Polityczne zamówienie"
Centralne Biuro Śledcze Policji marnuje ceny czas funkcjonariuszy przez polityczny happening Donalda Tuska - tak wynika z ustaleń Wirtualnej Polski. Konkretnie chodzi o bezsensowne badanie polskich wątków w aferze pedofilskiej miliardera z USA Jeffreya Epsteina. Dotarli do kobiet, które miały być na jego wyspie, ale te nie chcą o tej kwestii rozmawiać. "Żadna z nich nie chce rozmawiać o szczegółach. Policjanci mają poczucie, że marnują czas na sprawę, która została wszczęta na polityczne zamówienie" - podkreślił informator WP.
Premier Donald Tusk 3 lutego na fali zainteresowania opinii publicznej sprawą afery Epsteina populistycznie ogłosił, że wraz z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem i ministrem koordynatorem do spraw służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem zdecydował o powołaniu "zespołu analitycznego i być może także o rozpoczęciu śledztwa" w kwestii polskich wątków w aferze Epsteina. Okazuje się, że fatalne skutki tego politycznego zamówienia są w CBŚP odczuwane do dziś.
"Pół roku mija i nic z tego nie wynika"
Po zapowiedzi Tuska zastępca Komendanta CBŚP insp. Łukasz Fołta miał - wedle ustaleń WP - wymyślić, aby w Wydziale do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Kryminalnej CBŚP powołać grupę do zbadania polskich wątków afery Epsteina.
To było typowe zagranie pod publiczkę. Tusk ogłosił, że trzeba się tym tematem zająć, to zaraz znalazł się taki, co podniósł rękę i powiedział: "My to zrobimy!". No to teraz robią. Pół roku mija i nic z tego nie wynika. Wszyscy to wiedzą, ale nikt nie odważy się powiedzieć, że to bez sensu
- zaznaczył informator WP.
Policjanci mieli - wedle ustaleń WP - namierzyć kobiety, które w przeszłości pojawiały się na karaibskiej wyspie Jeffreya Epsteina. Sęk w tym, że nie chcą one o tym opowiadać, a żadna z nich nie identyfikowała się jako ofiara Epsteina.
W skrócie wygląda to tak, że chłopaki jeżdżą po całej Polsce, odwiedzają te kobiety i pytają, czy były na wyspie Epsteina, a one odpowiadają, że może były, może nie były, może uprawiały tam seks, a może nie, może dostały kasę, może nie. A tak w ogóle to ich prywatna sprawa, a policji nic do tego
- zaznaczył informator WP.
"Marnują w ten sposób czas"
Policjanci mają być poirytowani całą sytuacją i traktować zajmowanie się tą sytuacją za marnowanie cennego czasu.
Takich wizyt było już kilkanaście i z żadnej nie wyniknęły żadne konkrety. Te kobiety, to teraz są często poważne panie. Mają po 30, 40 lat, rodziny, pracę i ułożone życie. Nie mają zamiaru wracać do tamtych historii, zwłaszcza że wszystko wskazuje na to, iż jeździły tam dobrowolnie i były świadome w jakim celu
- wyjaśnił rozmówca portalu. Tymczasem policjanci z CBŚP mają na głowie poważne zadania.
Coraz częściej dochodzi do porachunków między grupami ukraińskimi i gruzińskimi, napływ przestępczości ze wschodu robi się coraz bardziej widoczny, a chłopaki, zamiast zajmować się tymi tematami, to robią kilometry po całej Polsce, wypytują o życie seksualne pań w średnim wieku i tylko marnują w ten sposób czas
- podkreślił.
Z kolei neo- Prokuratura Krajowa, nadzorująca śledztwo ws. polskich wątków afery Epsteina, odbiła piłeczkę, przerzucając odpowiedzialność za działanie wspomnianego zespołu na CBŚP.
Śledztwo jest w całości powierzone do prowadzenia CBŚP. Tak więc standardowo funkcjonariusze CBŚP wykonują wytyczne prokuratora, ale również realizują czynności dowodowe z własnej inicjatywy. Współpraca ta układa się standardowo, dobrze
- napisał rzecznik PK prok. Przemysław Nowak.
tkwl/Źr. wPolityce.pl za Wirtualną Polską
