Horror w Szpitalu Południowym! Rodziny mówią o dwóch zgonachHorror w Szpitalu Południowym! Rodziny mówią o dwóch zgonach

Warszawski Szpital Południowy miał być chlubą prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego, tymczasem staje się najczarniejszym miejscem na mapie stołecznych placówek medycznych. Na światło dzienne wychodzą kolejne wstrząsające informacje. Dwie rodziny ujawniają prze d kamerami, że ich bliscy zmarli tuż po leczeniu w tym szpitalu. "Matka pana Pawła zmarła trzy dni po wypisaniu z placówki 'w stanie dobrym'. Pani Maria wskazuje, że jej mąż był pod opieką lekarza bez specjalizacji, gdy udzielano mu pomocy na SOR-ze, a potem spotykała go na OIOM-ie" - czytamy na portalu Polsat News.
Wczoraj znów zrobiło się głośno o lekarzu-milionerze Dawidzie Kacprzyku, który był koordynatorem SOR w warszawskim Szpitalu Południowym. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ prowadzi postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci 61-letniej pacjentki Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego po ostrym zawale serca. Zawale, który miał być leczony paracetamolem. Teraz na światło dzienne wyszły kolejne dwie szpitalne sprawy. Dotyczą Szpitala Południowego. Chodzi o dwie zmarłe osoby, które były leczone w tej placówce. Rodziny opowiedziały o tym przed kamerami.
Miała 77 lat i całe życie przepracowała w szpitalu. (...) Udało mi się trafić na lekarza, który operował mamę, i przedstawił sytuację (...) pęknięte jelito. Zabrzmiało to bardzo strasznie. (...) Jej stan przez cały pobyt w szpitalu, do momentu wypisu, nie poprawiał się, nie była w stanie nawet poprawić sobie poduszki pod głową. (...) Mimo to lekarze uznali, że chora może wrócić do domu. Po tygodniu została wypisana. Trzy dni później zmarła
- mówi syn zmarłej Paweł Sznuk i dodaje, że w dokumentach szpitalnych widnieje, że "pacjent wypisany w stanie ogólnym dobrym".
TYLKO U NAS. Wstrząsająca relacja pacjenta Szpitala Południowego! "Co chce pan symulować"
Lekarz bez specjalizacji i śmierć
Drugim przypadku pojawia się lekarz z SOR o imieniu Dawid. Wdowa po zmarłym w ubiegłym roku pacjencie opowiada wstrząsającą historię o tym, jak potraktowano jej męża w Szpitalu Południowym.
Mąż się zaczął dusić. Wyglądało to źle, wezwałam karetkę. Jeden z panów powiedział, że to jest poważne, że trzeba zabrać męża i to leczyć szybciutko. Po trzech godzinach mąż zadzwonił, że siedzi na krzesełku i nic się nie dzieje. Zaczęła się robić noc, godz. 12, dzwonek do drzwi, wchodzi mój mąż. Przyjechał taksówką. Spytałam: Jesteś zdrowy?
- opowiada Maria Kucia-Albin. Jej mąż po prostu dostał wypis ze szpitala. Atak powtórzył się jednak następnej nocy, tym razem konieczna była reanimacja w jadącej do szpitala karetce.
Podczas badań na SOR mąż miał drugie zatrzymanie serca i wtedy tam dyżur miał doktor Dawid, nie chcę wymieniać nazwiska, (...) opowiadał mi, że reanimował mojego męża. Czy gdyby ktoś inny udział pomocy mojemu mężowi, bardziej doświadczony, z jakąś specjalizacją, czy mąż by wrócił do życia w tym momencie?
- pyta kobieta.
Nie chcą rozmawiać
Władze szpitala nie chciały chciały rozmawiać z dziennikarzami o tym przypadku, zwłaszcza, że w grę wchodził tu także kontakt rodziny z ze szpitalnym prosektorium, o którym ostatnio było bardzo głośno.
Sprawami zainteresowało się Biuro Rzecznika Praw Pacjenta i prokuratura.
Opisane sprawy są włączone do dużego postępowania dotyczącego licznych nieprawidłowości w Szpitalu Południowym
- czytamy na stronach Polsat News.
I Kacprzyk wciąż może leczyć?! Wrze po ujawnieniu dramatycznej historii
