Światło widzi. "Nieuchwytność Boga jest łaską"Światło widzi. "Nieuchwytność Boga jest łaską. Trudno to przyjąć, gdy przywaleni tysiącami problemów prosimy Go o pomoc"

Bóg chce, żebyśmy cały czas się rozwijali, żebyśmy byli z dnia na dzień lepsi dla swoich bliskich i dalekich. A popkultura wpaja nam, że to, co rodzi dyskomfort, jest złe.
Każda cywilizacja wyrasta z religii. Od wielu wieków dominująca część zachodnich elit dąży do zakwestionowania nadprzyrodzoności, na której oparł się Zachód. Jest to działanie w swej istocie bezrozumne, choć wielu kontestatorów w swym działaniu powołuje się na intelekt.
Zdechrystianizowana „stara” Europa nie chciała się nawet przyznać w dokumentach europejskich do oczywistości, że chrześcijaństwo jest ważnym elementem jej tradycji. A bez odniesień duchowych społeczeństwa się degenerują. Człowiek nie jest bowiem w stanie funkcjonować w duchowej pustce. Żyjemy w świecie, w którym każda bzdura może znaleźć swego wyznawcę. Przynajmniej 12 mln ludzi na całym świecie wierzy, że 75 mln lat temu zły galaktyczny władca imieniem Xenu panował nad 76 przeludnionymi planetami. Pojmał 13,5 bln istot i zesłał je na Ziemię, wrzucając do wulkanów i unicestwił za pomocą bomb. Ich radioaktywne dusze – thetany – rozproszyły się, aż zostały wyłapane przez elektroniczne pułapki rozmieszczone w atmosferze, po czym wszczepiono im fałszywe idee, w tym pojęcie Boga, Chrystusa i innych religii. Tak brzmi zarys doktryny scjentologicznej. Daje ona również „wytłumaczenie” ludzkiego cierpienia. Scjentologia głosi bowiem, że wiele z tych bytów podłączyło się do istot ludzkich, z którymi pozostają do dziś. Z ich działania biorą się wszystkie problemy ludzi.
Poglądy scjentologiczne są mieszaniną myśli zaczerpniętych z religii Wschodu, magii, medycyny i psychologii. Założyciel sekty, autor tandetnych powieści science fiction Ron Hubbard, ogłosił, że znalazł klucz do osiągnięcia szczęścia. Trzeba tylko pozbyć się „engramów”, czyli aberracji umysłowych, które są wynikiem urazów z wczesnego dzieciństwa.
Doktryn równie irracjonalnych jak wierzenia członków „Kościoła” scjentologicznego istnieją dziś na Zachodzie setki, a może i tysiące. Istnieje nawet Kościół Jedi, którego nieumyślnymi prorokami stali się scenarzyści „Gwiezdnych wojen”. Hubbard wielokrotnie mówił publicznie, że najlepszym sposobem na wzbogacenie jest powołanie do życia własnej religii. Na swój użytek robią tak dziś setki milionów ludzi, czerpiąc z różnych tradycji i tworząc synkretyczne duchowości. Identycznie było w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, kiedy to naszej religii towarzyszyły setki odmian gnostycyzmu. Ale choroba duchowa toczy również ludzi uznających się za chrześcijan. Kilkuwiekowe kwestionowanie nadprzyrodzoności na Zachodzie doprowadziło do tego, że nawet część chrześcijan nie jest zdolna skorzystać z transcendentnej pomocy.
Jak doświadczam Boga? Częściej Go nie doświadczam. Kiedyś pewna opętana powiedziała:
Szatan jest taki konkretny, o co go poprosiłam, miałam, a Bóg taki nieuchwytny…
Ta nieuchwytność jest nam potrzebna. Dla pogan bóg był kimś, kogo warto mieć po swojej stronie. Starali się go używać do realizacji swoich celów. Dla chrześcijan taka postawa jest pokusą. Boga nie da się zmanipulować. A manipulant, próbując Boga używać, się kaleczy.
Nieuchwytność Boga jest łaską. Trudno to przyjąć, gdy przywaleni tysiącami problemów prosimy Go o pomoc. Wtedy zaczynamy wątpić, gdy nie słyszymy odpowiedzi, nie widzimy ratunku. Wątpić w to, że jest, albo, przynajmniej, że się nami interesuje. Bóg czasami „zostawia” nas, „opuszcza”, byśmy chcieli z Nim być nie w zamian za coś, ale po prostu, bezinteresownie. Bóg chce, żebyśmy cały czas się rozwijali, żebyśmy byli z dnia na dzień lepsi dla swoich bliskich i dalekich. A popkultura wpaja nam, że to, co rodzi dyskomfort, jest złe. Ale przecież wyrzuty sumienia są zbawienne, tak samo jak ból, który mówi nam, że mamy leczyć swoje ciało.
Nie jest wykluczone, że w ciągu jednego pokolenia Kościół powszechny stanie się w Polsce kilkuprocentowym marginesem. Również na własne życzenie. Ale najistotniejszą przyczyną, dla której ludzie nie zaczynają prawdziwej walki o swoją duszę, jest rosnąca niechęć do stawiania sobie wymagań. Cywilizacja sprawia, że żyje się nam coraz wygodniej. Z chęcią wypieramy fakt istnienia śmierci i grzechu. A bez prawdy nie ma miłości. Również bez prawdy o sobie samym.
Czy doświadczenie niewidomego jest dowodem na nieistnienie światła? Nie. Czy jest prawdziwe? Tak. Niewidomy nie widzi światła. Jednak Światło widzi niewidomego.
Artykuł z 43/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
