Jaki będzie następca Franciszka?Jaki będzie następca Franciszka? "Coraz głośniej mówi się o tym, że stan zdrowia Papieża się pogarsza"

Zwolennicy kontynuowania linii Franciszka najchętniej widzieliby jako jego następcę 64-letniego prefekta Kongregacji Ewangelizacji Narodów kard. Luisa Antonia Tagle’a z Filipin lub 66-letniego ordynariusza archidiecezji bolońskiej kard. Matteo Zuppiego.
Już dziś watykaniści wymieniają nazwiska potencjalnych kandydatów do Tronu Piotrowego. Zadają przy tym pytanie, czy kolejny papież będzie kontynuował linię swego poprzednika.
W Watykanie coraz głośniej mówi się o tym, że stan zdrowia Franciszka się pogarsza. Jego niedawna, przedłużająca się hospitalizacja w klinice Gemellego podsyciła spekulacje na temat ewentualnych papabile, czyli potencjalnych kandydatów do Tronu Piotrowego.
Głosy te nakładają się na coraz częściej wyrażane oczekiwania wobec przyszłego biskupa Rzymu. Przykładem może być wydana w zeszłym roku książka amerykańskiego myśliciela George’a Weigela pt. „Następny papież. Urząd Piotra i misja Kościoła”. O. Maciej Zięba twierdził, że tą opiniotwórczą lekturą autorowi udało się już sprowokować debatę w kolegium kardynalskim.
Peronizm w Watykanie
W niezliczonych publikacjach katolickich natknąć się dziś można na miażdżące analizy stanu Kościoła pod rządami Franciszka: galopująca sekularyzacja, dramatyczny spadek powołań, zamęt doktrynalny, pełzająca schizma itd. Takie głosy dobiegają również ze strony osób, które dały się poznać jako gorący zwolennicy Jorge Maria Bergoglia, jak np. założyciel Wspólnoty św. Idziego Andrea Riccardi czy socjolog Giuseppe de Rita. Obaj napisali ostatnio książki o pogłębiającym się kryzysie dzisiejszego katolicyzmu. Ich tytuły: „Kościół płonie” i „Zagubiona trzoda”, mówią właściwie wszystko.
W wielu środowiskach narasta przekonanie, że Franciszek nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Za jego pontyfikatu nie tylko nie nastąpiło odrodzenie religijne, lecz nawet pogłębiła się zapaść duchowa – przy czym nie wynika to jedynie z globalnych procesów cywilizacyjnych i kulturowych, lecz także ze stylu zarządzania Kościołem, w dużej mierze inkorporowanego z Argentyny. Okazało się, że peronistyczny woluntaryzm ma swoje nieprzekraczalne ograniczenia, szczególnie w innym niż latynoski kontekście.
Widać to wyraźnie na przykładzie kurii rzymskiej. Kard. George Pell wspominał, że najważniejszym zadaniem, jakie podczas konklawe w 2013 r. postawili purpuraci przed Bergogliem, była reforma kurii rzymskiej, a zwłaszcza oczyszczenie finansów Watykanu. Od tamtego czasu minęło ponad osiem lat i niewiele się zmieniło: Stolicą Apostolską wciąż wstrząsają skandale finansowe i obyczajowe, których negatywnymi bohaterami są jednak najczęściej faworyci Franciszka, jak np. kard. Angelo Becciu czy bp Gustavo Zanchetta.
Syndrom „kulawej kaczki”
Opiniotwórczy argentyński bloger katolicki Wanderer napisał niedawno tekst na temat syndromu „kulawej kaczki” (lame duck), odnosząc go do obecnego pontyfikatu. Jest to termin oznaczający polityka, którego kadencja się kończy i musi wkrótce opuścić swe stanowisko. Taka osoba z jednej strony podejmuje nieliczące się z nikim decyzje, ponieważ wie, że i tak jej dni na urzędzie są policzone, z drugiej zaś strony możliwości jej oddziaływania są ograniczone, ponieważ otoczenie coraz mniej liczy się ze zdaniem kogoś, kto za chwilę będzie musiał odejść.
Klasycznym przykładem syndromu „kulawej kaczki” – jak zauważa Wanderer – jest przypadek listu apostolskiego motu proprio „Traditionis custodes”, ogłoszonego przez Franciszka zaraz po wyjściu ze szpitala. Chodzi o dokument odebrany w wielu środowiskach katolickich na świecie jako atak na tradycyjną mszę w języku łacińskim. Spotkał się on jednak z bardzo wstrzemięźliwym przyjęciem wśród wielu biskupów, m.in. francuskich, brytyjskich czy amerykańskich, nawet tych niezwykle przychylnych Franciszkowi, którzy oświadczyli, że wspomniany list w sprawie tradycyjnej mszy nie zmieni niczego w ich diecezjach.
Motywacja hierarchów jest trzeźwa i racjonalna. Borykają się z mnóstwem rzeczywistych problemów związanych z odpływem wiernych ze świątyń, niedostatkiem księży, brakiem oddziaływania na młodzież czy koniecznością wypracowania nowych form ewangelizacji, nic więc dziwnego, że nie chcą fundować sobie zimnej wojny religijnej we własnych diecezjach. Naruszenie pax liturgica, ustanowionego w 2007 r. przez Benedykta XVI, oznaczałoby niepotrzebny nikomu konflikt ze środowiskami, które działają prężnie, mają powołania kapłańskie i przyciągają młodzież.
Otwarta lista papabile
W związku z opisanymi powyżej zjawiskami pojawia się następująca refleksja: skoro Franciszek nie potrafi poradzić sobie z kryzysem w Kościele, a nawet generuje nowe problemy, to kolejny papież powinien prezentować odmienne podejście do wyzwań, przed którymi stoi dziś katolicyzm. Rodzi się jednak pytanie: czy obecne kolegium kardynalskie stać będzie na taki wybór, skoro większość tego gremium stanowią wybrańcy Franciszka? Należy jednak pamiętać, że wierność papieżowi nie oznacza automatycznie podzielania wszystkich jego duszpasterskich wizji. Poza tym lojalność wobec biskupa Rzymu kończy się z chwilą jego odejścia. Potem przychodzi czas na nowe wybory, które często zaskakują nawet osoby dobrze zorientowane w kulisach watykańskiej polityki.
Nie powstrzymuje to jednak wielu ekspertów od wskazywania ewentualnych następców Franciszka na Tronie Piotrowym. Są oni raczej zgodni, że niewielkie szanse mają ci dostojnicy, którzy dali się poznać jako czołowi adwersarze teologicznego sporu, dzielącego dziś Kościół katolicki. Z jednej strony są to tacy obrońcy ortodoksji jak np. kardynałowie Raymond Burke, Gerhard Müller czy Robert Sarah, z drugiej zaś tak postępowi hierarchowie jak np. główny architekt niemieckiej drogi synodalnej kard. Reinhard Marx czy kard. Blaise Cupich, słynący ze swego lobbingu na rzecz środowisk LGBT. W porównaniu z nimi większe szanse na zdobycie poparcia większości purpuratów mają ci, którzy nie polaryzują kolegium kardynalskiego.
Zwolennicy kontynuowania linii Franciszka najchętniej widzieliby jako jego następcę 64-letniego prefekta Kongregacji Ewangelizacji Narodów kard. Luisa Antonia Tagle’a z Filipin lub 66-letniego ordynariusza archidiecezji bolońskiej kard. Matteo Zuppiego. Ostatnio coraz częściej w kontekście przyszłego konklawe pada jednak nazwisko innego potencjalnego kandydata, z którym związane są perypetie wokół najbliższej pielgrzymki papieskiej.
Przystanek Budapeszt
Na początku czerwca amerykański watykanista Edward Pentin napisał na portalu National Catholic Register, że Franciszek przybędzie na Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny do Budapesztu 12 września jedynie na trzy godziny, odprawi tam mszę, po czym odleci do sąsiedniej Słowacji, gdzie spędzi aż cztery dni. Podczas pobytu w stolicy Węgier nie spotka się – jak przekonywał Pentin, powołując się na swe watykańskie źródła – ani z prezydentem Jánosem Áderem, ani z premierem Viktorem Orbánem. Doniesienia te wywołały międzynarodowy skandal i wielką medialną burzę, która zakończyła się dementi Watykanu i oświadczeniem, że papież ma w planach rozmowę z przywódcami państwa węgierskiego.
Według moich informatorów z kół rządowych w Budapeszcie sprawa nie była jednak przesądzona. Dopiero kontrolowany przeciek za pośrednictwem Pentina pozwolił, upubliczniając sprawę, osiągnąć porozumienie. Viktor Orbán oświadczył zresztą, że gdyby nie doszło do spotkania z Franciszkiem, nie robiłby z tego problemu, ponieważ udałby się wtedy na beatyfikację prymasa Wyszyńskiego do Warszawy. Wspomnianą kontrowersję publicyści tłumaczyli najczęściej ostrą różnicą zdań między papieżem a węgierskim premierem w kwestiach imigracyjnych.
Odmienne wyjaśnienie przedstawił jednak dobrze zorientowany watykanista Sandro Magister, który napisał, że nie chodziło wcale o Orbána, lecz o prymasa Węgier kard. Pétera Erdő. Ten ostatni wyrasta bowiem na jednego z głównych papabile. Powściągliwy, umiarkowany, zdobył sobie szacunek jako znakomity organizator, pełniąc przez 10 lat funkcję przewodniczącego Rady Konferencji Episkopatów Europy. Był też głównym sprawozdawcą synodu ds. rodziny, skutecznie sprzeciwiając się zwolennikom rozwodów i homoseksualizmu. Z jednej strony zawsze wykazywał szacunek wobec Franciszka, z drugiej pozostaje wierny linii Jana Pawła II i Benedykta XVI. Kongres Eucharystyczny w Budapeszcie byłby – jak pisze Magister –
doskonałą okazją, by rzucić na niego światło jako na wybitną osobowość kolegium kardynalskiego z wieloma talentami predysponującymi go do wyboru na papieża
W medialnych doniesieniach Kongres został jednak zupełnie przyćmiony przez papieską podróż na Słowację. Jego znaczenie obniżone zostało m.in. przez fakt, że Franciszek zjawi się na Węgrzech zaledwie na kilka godzin, po czym spędzi w sąsiednim kraju aż cztery dni. To wiele mówi o dzisiejszej pozycji kard. Erdő w Kościele.
Artykuł z 34/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
