Ojciec Święty Franciszek absolutnie powinien to wiedzieć. Ta informacja na pewno nie dotarła do niego, ponieważ obecna polska władza niestety nie potrafiła do tej pory przebić się z nią do opinii europejskiej. Ba! nawet polska opinia publiczna jest w tym względzie niepewna z racji antypolskich manipulacji stosowanych przez reprezentujące obcą rację stanu, choć funkcjonujące po polsku, ale wrogie nam media. Wiadomo, jak papież Franciszek jest wyczulony na sprawę imigrantów, a szerzej mówiąc na losy ludzi bezsilnych wobec nędzy i przemocy. Dlatego ktoś powinien mu powiedzieć – publicznie, otwarcie, przed kamerami i mikrofonami, by przekaz ten poszedł szeroko w świat – że Polska w ostatnich latach przyjęła w swe granice 1,1 mln imigrantów z Ukrainy. To wielka liczba; stosując proporcje demograficzne i gospodarcze to co najmniej trzy razy tyle osób, co Niemcy przyjęły w swe granice z Bliskiego Wschodu i południa. Jest czym się chwalić, czym wykazać wobec świata i wobec Ojca Świętego.

Jest (albo za chwile będziemy musieli powiedzieć: była…) wielka okazja do nagłośnienia tego naprawdę wielkiego sukcesu Rzeczypospolitej. Niezależnie od tego, jaka władza rządziła ostatnimi laty, Ukraińcy znajdowali łatwą i prostą drogę do nas. Co prawda poprzedni układ polityczny w ostatnich kilkunastu miesiącach swego „panowania” usiłował zmarginalizować lub nawet skonfliktować współpracę z Ukrainą – także przy przyjmowaniu polskich rodzin z Donbasu, z terenów ogarniętych wojną wykazywali się wielką niechęcią – ale nie wolno zapominać, że tamten układ od dawna istniał już tylko w oparciu o zaplecze niemieckie, reprezentował niemiecką rację stanu. Kopacz i spółka chcieli koniecznie muzułmanów, bo według niemieckiej wykładni to dopiero oni są jakoby prawdziwymi uchodźcami, tylko oni cierpią biedę.

Oczywiście są w kraju ludzie złośliwi (wobec naszego narodu), albo ukształtowani w swych poglądach całkowicie przez mainstreamowe, antypolskie media, którzy nie chcą uznać Ukraińców za imigrantów. Kimże zatem są Ukraińcy w Polsce? Faktem jest, że mieszka ich w naszych granicach już 1,1 mln, że mają obcą narodowość, obce obywatelstwo, że muszą tu starać się o pozwolenia pobytowe i na pracę, że są najczęściej innego wyznania (prawosławni), że są z innej, choć oczywiście trochę podobnej, kultury. Nawet alfabet mają całkiem różny od naszego. Kimże zatem są – pytam – bogatymi, beztroskimi turystami, którzy przyjechali tu na wieloletni wypoczynek? To, że nie strzelano do nich na polskiej granicy, że są przyjmowani ze zrozumieniem, że się w dużym stopniu asymilują w Polsce, że szukają pracy, a nie jej unikają jak arabscy przybysze, nie jest dowodem na to, że nie są tu obcy. To jest dowód na to, że Polacy są naprawdę gościnni, że potrafią przyjmować obcych z sensem i w sposób odpowiedzialny. Podkreślam: odpowiedzialny. To co uczynił i w co dalej brnie rząd Angeli Merkel, to jest dziejowa głupota – widać to niestety każdego dnia coraz boleśniej. Już nawet tamtejsze najbardziej opiniotwórcze gazety mówią o niej zgryźliwie per „ta kobieta” (Süddeutsche Zeitung ). To tu, nad Wisłą, na wschód od Odry panuje prawdziwa Willkommenskultur. Możemy być z tego dumni. I właśnie to trzeba przedstawić papieżowi Franciszkowi podczas jego pobytu w Krakowie, jeśli nasz wizerunek w Europie, w świecie ma się zmieniać pozytywnie (a powinien!). Lepszej okazji nie będzie. Jednak kto ma to zrobić?

Zrobił to już raz z okazji inauguracji Światowych Dni Młodzieży kard. Stanisław Dziwisz, ale było to jeszcze przed przybyciem papieża i nie odbiło się szerszym echem. Podczas spotkania z dziennikarzami pewna Amerykanka o poglądach wyraźnie spreparowanych w lewackich laboratoriach medialnych z wyrzutem zapytała krakowskiego metropolitę, czemuż to Polska, taka chrześcijańska, nie chce przyjmować uchodźców.

Jesteśmy otwarci na przyjęcie tych, którzy cierpią

– odpowiedział jej kardynał.

Polacy też kiedyś cierpieli, byli także uchodźcami, zdajemy sobie sprawę z tego bardzo mocno. Ale patrzymy z odpowiedzialnością i otwartością na to

– odpowiedział jakże rozsądnie metropolita. Odpowiedzialność to kluczowe słowo w polityce imigracyjnej. Trzeba przyjmować w pokoju, choć to dużo trudniejsze, tak aby nie burzyć życia własnych mieszkańców, swoich rodaków, bo jeśli nie, to za chwilę wojna będzie i tu, nie tylko na Bliskim Wschodzie.

Poza tym podstawową i pierwszą rzeczą jest pomagać w krajach ogarniętych zawieruchą i nędzą, a nie wyławiać stamtąd najsprawniejszych i przysposabiać ich dla swojej potrzeby. Zachodnie kraje europejskie są w stanie, gdyby tylko chciały, uczynić bardzo wiele, by naprawiać życie materialne w ojczyznach uciekinierów, by wzmacniać tam bezpieczeństwo. By młodzi nie uciekali ze swych ojczyzn, bo kto tam w końcu zostanie – starcy, osierocone dzieci… Kto te kraje odbuduje, jeśli zabierzemy im młodych i silnych? Chyba, że o to chodzi, by wyludnić tamte regiony, a potem opustoszałe bez problemu zaanektować wraz z ich złożami… Podobnie w Polsce odbywała się prywatyzacja: najpierw zakłady doprowadzało się do upadku ekonomicznego, potem przychodził Niemiec, Francuz albo inny bogaty i za grosze „kupował” potężne kawałki naszej gospodarki, by teraz czerpać z nich rok w rok potężne zyski.

Nasze postępowanie w stosunku do Ukraińców jest bez wątpienia nacechowane dużo większą dozą uczuć chrześcijańskich niż postępowanie Niemców w stosunku do Syryjczyków, czy innych bliskowschodnich nacji. Ani Syryjczycy, ani Libijczycy, ani Kurdowie nigdy nie napadli na Niemców, nie zrobili im jakiejś rzezi wołyńskiej, a my ze strony Ukraińców doznaliśmy w XX wieku wielkich krzywd. Doznaliśmy okrucieństwa. Ale to są dziś ważne tematy w gruncie rzeczy tylko dla skrajnych ugrupowań politycznych i niektórych publicystów; na poziomie normalnego, codziennego życia nie ma mowy o „wyrównywaniu rachunków”. Pamięć – tak, zemsta – nie.

Kto zatem powie papieżowi Franciszkowi i opinii światowej prawdę o uchodźcach w Polsce? Tym samym prawdę o Polsce i Polakach. Może prezydent, może premier? Może wyręczy ich jeszcze raz krakowski metropolita? Będzie jeszcze kilka okazji nim Ojciec Święty wyjedzie. To jest tym bardziej potrzebne, że niestety wybrzmiał wczoraj w sferze publicznej, podczas ŚDM, fałszywy głos pewnego szczególnie ambitnego polskiego biskupa pomocniczego, który postawił naszemu narodowi bardzo poważne zarzuty: „Odmawiamy gościny ludziom, którzy szukając lepszego życia, a czasami po prostu ratując życie (zagrożone śmiercią), pukają do drzwi naszych krajów, kościołów i domów. Są obcy, widzimy w nich wrogów, boimy się ich religii. I ich biedy!”.

To tylko fragment trochę większej całości, która oburzyła już wczoraj wieczorem bardzo wielu Polaków. To nie była oczywiście żadna wypowiedź oficjalna, z tego co wiem w żadnym wypadku nie była uzgadniana ani z przełożonym biskupa, ani z Episkopatem Polski. Dotyczyła chyba nie tylko Polski, ale wybrzmiała po polsku, padła z ust polskiego biskupa (nb. stałego publicysty Tygodnika Powszechnego). Pytam zatem tego biskupa i jemu podobnych, na szczęcie nielicznych: dlaczego nie pokażecie Europie i światu polskiej współpracy z Ukraińcami, dlaczego nie chcecie zobaczyć dobra we własnym narodzie? Któż to w tym niebogatym kraju odmawia gościny? Wszystkich imigrantów świata jednak nie zbawimy; czynimy naszą powinność na naszą miarę i możliwości. I nie jest to mało. Jest obowiązkiem najwyższych władz przekazać to młodzieży, która przybyła na ŚDM z wszystkich kontynentów, Ojcu Świętemu oraz światowej opinii publicznej.

Leszek Sosnowski

Autor jest założycielem (20 lat temu) i prezesem Białego Kruka, twórcą i publicystą miesięcznika „Wpis”, autorem opracowań i redaktorem przeszło 120 książek poświęconych św. Janowi Pawłowi II.

CZYTAJ TAKŻE: Mit o niegościnności Polaków runął z hukiem. Młoda Syryjka w kilku słowach obnażyła manipulacje. Czy w ŚDM media przestaną wreszcie kłamać?