O akcji „Lawina” piszę szerzej w obecnym numerze tygodnika „wSieci”, więc naszkicuje tło tylko skrótowo. Ponadstuosobowy oddział Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego „Bartka” został zwabiony na ziemię opolską. Obiecywano im, że stąd zostana przerzuceni na Zachód, by dołączyć do armii gen. Władysława Andersa. Był 1946 rok. Rozbito ich na trzy grupy, uśpiono i wysadzono w powietrze. Potem zakopano w zbiorowych dołach.

Ta filmowa historia (choć niestety autentyczna) zaczyna się domykać po 70-ciu latach. Samodzielny zespół poszukiwań IPN pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, wspomagany przez specjalistów z Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu i saperów z jednostki w Brzegu odnalazł właśnie szczątki jednej z grup. Ta gigantyczna mistyfikacja wychodzi na jaw. Zapomniani otrzymają nazwiska, poszarpane od wybuchów szczątki będą mogły spocząć w rodzinnych grobach. Tym bardziej, że ta operacja byłą drugą co do rozmachu po Obławie Augustowskiej akcja bezpieki, KBW, milicji i NKWD przeciwko partyzantom, którym marzyła się wolna od komunizmu Polska.

Przez blisko miesiąc w Starym Grodkowie pracowała grupa poszukiwawcza. Po kilkunastu dniach okazało się, że stare wojskowe lotnisko, to jest właśnie to miejsce, którego szukano. Mimo to, na miejsce nie pofatygował się nikt z kierownictwa Instytutu Pamięci Narodowej. Nawet wtedy, gdy okazało się, że archeolodzy trafili już na szczątki bohaterów. Co więcej, na stronie internetowej instytutu informowano o tych poszukiwaniach bardzo oszczędnie. Po zakończeniu prac, które bezwzględnie należy uznać za spektakularny sukces, ukazało się tylko lakoniczne podsumowanie. CZYTAJ ==> TUTAJ

Nie rozumiem tego. Mam świadomość, że Stary Grodków to nie Warszawa, a byłe niemieckie lotnisko to nie Łączka, ale odnalezienie szczątków żołnierzy „Bartka” to naprawdę wielka sprawa. Obecne kierownictwo IPN chyba za bardzo zakopało się w swoich gabinetach, za bardzo skupiło na akcjach PR. Walka o własny wizerunek jest bardzo ważny, dlatego doceniam artykuł prezesa Łukasza Kamińskiego w niemieckiej prasie. Ale to nie wszystko. Nie można pozwolić by umykały rzeczy ważne, nie można pewnych sukcesów pomniejszać. Historii trzeba dotykać, by lepiej ją zrozumieć. Może wycieczka do Starego Grodkowa przewietrzyłaby nieco urzędnicze umysły?

Serdecznie polecam reportaż w tygodniku „wSieci”.

Poniżej fotogaleria ze Starego Grodkowa:

CZYTAJ TAKŻE: Mocny wywiad z Kaczyńskim, manipulacje zagranicznych banków i dużo więcej! Sprawdź, co w nowym „wSieci”!