Upamiętnianie "Burego" szkodzi kultowi Żołnierzy Wyklętych. Nie można zaprzeczać faktom i usprawiedliwiać zbrodni

Fot. YouTube
Fot. YouTube

Trudno zrozumieć, że znalazła się grupa osób, która ponurą historię kpt. Romualda Rajsa „Burego” stawia na równi ze wspaniałymi biografiami wielu bohaterów antykomunistycznego podziemia zbrojnego. Nad życiorysem dowódcy oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej NZW należałoby spuścić zasłonę milczenia, a tymczasem uprawia się irracjonalną apologię człowieka, który dopuścił się zbrodni zabijając kobiety i dzieci.

Owszem, „Bury” walczył z komunistami. Nie da się zaprzeczyć, że na swoim koncie ma wiele udanych akcji, które świadczyły o jego odwadze i determinacji. Problem w tym, że ten sam dzielny dowódca dopuścił się haniebnej zbrodni na cywilach. Nawet jeśli obrońcy partyzanta zwracają uwagę na „tło wydarzeń”, czyli postawę ludności cywilnej wobec komunistów (często służalczą), nie można usprawiedliwiać zabijania kobiet i dzieci.

Najpiękniejsze w postawie Żołnierzy Wyklętych było to, że mimo fatalnej, niemal straceńczej sytuacji, zachowali, a przynajmniej próbowali zachować, swoją godność. To odróżniało ich od Sowietów i ich pachołków rozlokowanych w urzędach bezpieki. Znakomicie zostało to ukazanie w filmie Jerzego Zalewskiego „Historia Roja”, którego ostateczną wersję miałem okazję obejrzeć na pokazie przedpremierowym. W przypadku „Burego” mamy do czynienia z upadkiem człowieka, który być może w innych, lepszych czasach zostałby bohaterem. Tak się jednak nie stało.

Obrońcy partyzanta powołują się na wyroku Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego, który w 1995 roku unieważnił wyrok śmierci dla Rajsa, uzasadniając, że partyzant „walczył o niepodległy byt państwa polskiego”, a wydając rozkaz o pacyfikacji białoruskich wsi miała działać w sytuacji stanu wyższej konieczności, która zmusza do podejmowania działań niejednoznacznych pod względem etycznym.

Rzeczywiście 30 czerwca 2005 Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu umorzyła śledztwo ws. zbrodni dokonanych na terenie powiatu Bielsk Podlaski wobec białoruskich wyznawców prawosławia.

I tu tkwi – nomen omen – diabeł. Instytut Pamięci Narodowej, któremu trudno zarzucić prowadzenie wrogiej Żołnierzom Wyklętym polityki historycznej, wyjaśnił, że „postępowanie (…) zostało umorzone wobec prawomocnego zakończenia postępowania o te same czyny przeciwko sprawcy kierowniczemu oraz śmierci bezpośrednich sprawców i niewykrycia części z nich”. IPN jednoznacznie wskazał, że rozkaz pacyfikacji cywilów wydał właśnie „Bury”.

Nie kwestionując idei walki o niepodległość Polski prowadzonej przez organizacje sprzeciwiające się narzuconej władzy, do których należy zaliczyć Narodowe Zjednoczenie Wojskowe należy stanowczo stwierdzić, iż zabójstwa furmanów i pacyfikacje wsi w styczniu lutym 1946 r. nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa. W żadnym też wypadku nie można tego co się zdarzyło, usprawiedliwiać walką o niepodległy byt Państwa Polskiego. Wręcz przeciwnie akcje „Burego” przeprowadzone wobec mieszkańców podlaskich wsi, wspomagały komunistyczny aparat władzy i to przede wszystkim poprzez obniżenie prestiżu organizacji podziemnych, dostarczenie argumentów propagandowych o bandytyzmie oddziałów partyzanckich. Bez wątpienia też wspomagała realizację umowy rządowej o przesiedleniu z Polski osób pochodzenia białoruskiego. Co prawda można uznawać, że akcja przesiedleńcza realizowała hasło narodowe „Polski dla Polaków” ale w tym okresie sprzyjała bardziej dążeniom polskich i radzieckich komunistycznych organów państwowych

– czytamy w komunikacie IPN (Informacja o ustaleniach końcowych śledztwa S 28/02/Zi w sprawie pozbawienia życia 79 osób - mieszkańców powiatu Bielsk Podlaski w tym 30 osób tzw. furmanów w lesie koło Puchał Starych, dokonanych w okresie od dnia 29 stycznia 1946r. do dnia 2 lutego 1946).

Działania pacyfikacyjne przeprowadzone przez „Burego” w żadnym wypadku nie sprzyjały poprawnie stosunków narodowych polsko – białoruskich i zrozumienia walki polskiego podziemia o niepodległość Polski. Przeciwnie tworzyły często nieprzejednanych wrogów lub też rodziły zwolenników dążeń oderwania Białostocczyzny od Polski. Żadna zatem okoliczność nie pozwala na uznanie tego co się stało za słuszne

– podkreśla Instytut.

Czytaj więcej na następnej stronie ===>

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...