Dariusz Michalczewski, gorący zwolennik przyjmowania do Polski uchodźców, który jeszcze niedawno przekonywał, że potrzebne jest nam „małe wymieszanie krwi”, pod wpływem ostatnich wydarzeń za naszą zachodnią granicą powoli zmienia zdanie. W rozmowie z portalem Tomasza Lisa były bokser opowiada o tym, co jeszcze do niedawna mu się „wydawało”.

Czytaj także: Tęczowy Michalczewski przekonuje Polaków do uchodźców: „Małe wymieszanie krwi dobrze by nam zrobiło”

Nie można tu mówić o wszystkich – nie można wszystkich brać pod jedną kreską. Pewnie jest część, nie wiem jaka, która się będzie chciała dostosować

– zastrzega asekuracyjnie Michalczewski, zapewne nie chcąc być posądzonym o nietolerancję, faszyzm, zaściankowość i tym podobne.

W końcu jednak przechodzi mu przez gardło stwierdzenie, że wśród uchodźców są tacy, którzy „psują całej reszcie wizerunek i im utrudnią życie w Europie”.

Jeżeli ktoś nie chce się przystosować powinien wrócić do siebie. Wśród imigrantów jest dużo młodych mężczyzn, mało widać dzieci, kobiet. Oni powinni byli zostać, bronić swego państwa

– zauważa bokser.

Przyznaje, choć nie wprost, że jednak mylił się w sprawie uchodźców.

Z czasem trochę też zmieniłem zdanie o uchodźcach, bo na początku myślałem, że oni po prostu muszą się przystosować. Wydawało mi się, że muszą być grzeczni i pokorni. Tym bardziej, że tam mają problemy – nie mogą tutaj robić wszystkiego, co im się zachce. Napastowanie kobiet, kradzieże, to wkurza człowieka. Tylko pamiętajmy też, że to nie wszyscy tak robią

– podkreśla po raz kolejny.

Dobrze, że Michalczewskiemu powoli otwierają się oczy. Tylko czemu dzieje się to dopiero wtedy, gdy Europa, (a szczególnie Niemcy, które stawiał za wzór tolerancji), przestaje sobie radzić z problemem islamskich przybyszów?

bzm/natemat.pl