Jakub W. Wojewódzki: "Kościół przestał być narzędziem Chrystusa, a stał się narzędziem chytrusa"

Fot. YouTube
Fot. YouTube

Tłum ludzi oczekujących na przeprosiny za kupę. To brzmi jak tytuł dobrego filmu. Prezenter TVN-u znowu postanowił zaatakować Kościół. Zrobił to przy okazji mówienia o pogrzebie Anny Przybylskiej.

Dla mnie dzisiejszy Kościół ma twarz pana, byłego arcybiskupa, Wesołowskiego. (…) To, co ostatnio wyprawiają w Polsce, to absolutny obyczajowy zaduch i uzurpowanie sobie prawa do gmerania nam w duszach bez znieczulenia. Tłumienie wolności słowa, pakowanie się z czarnymi drogimi butami na porodówkę, do nauki i naszego portfela. Kościół przestał być narzędziem Chrystusa, a stał się narzędziem chytrusa. (…) Religia jest albo dla tchórzy, albo dla ludzi niepotrafiących mocno, ale samodzielnie trzymać steru własnego sumienia. Wiara coraz częściej kojarzy mi się z oddawaniem czci szakalom przez osły. Kościół jest jak McDonald’s - przede wszystkim liczy klientów. Jakość obsługi schodzi na kolejny plan

— mówi Kuba Wojewódzki w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl.

Uczestniczyłem ostatnio w pogrzebie Ani Przybylskiej. Ksiądz w kościele mówił z zaangażowaniem sprzedawcy mebli. O jednej z najcudowniejszych istot, jakie znałem, wygłaszał frazesy rodem z Wikipedii. Padały slogany o tym, że „Bóg jest łaskawy i sprawiedliwy”. To największe kłamstwo, jakie czytałem, od dwóch tysięcy lat. Tylko bezlitosny egoista potrafi zabrać młodą matkę trójce dzieciaków. Ale to nie wszystko. W trakcie mszy poświęconej zmarłej osobie Kościół nie zajmuje się tym, kto odszedł, nie zajmuje się jej rodziną i bólem. Kościół zajmuje się sobą. Swoim pieprzonym ewangelicznym narcyzmem. Jak padły słowa „Przeprośmy za nasze grzechy”, to aż zacisnąłem pięści z bezradności. A kiedy wy przeprosicie za swoje - za obłudę, pedofilię, zachłanność i bizantyjski styl życia? Kiedy ten wasz Bóg przeprosi rodzinę Ani, że gdy ona odchodziła, on zajmował się doglądaniem budowy kolejnej świątyni. Niech przeprosi Jarka, że zabrał matkę jego dzieci. Z pozycji kolan nie zmieni się ani świata, ani własnych horyzontów. Czasami mam wrażenie, że gdyby to od Polaków zależała ewolucja, to chodzilibyśmy wyłącznie na kolanach

— drwi „Król TVN-u”.

Ostatnia droga Anny Przybylskiej

Wojewódzki krytykuje także „medialne hieny cmentarne”, do których zaliczył doktora Dariusza Zadrożnego (lekarza Przybylskiej) i Kingę Rusin.

Nagle wokół śmierci Ani zaczął robić się magiel. Przerażający, bo jego źródłem była czyjaś realna tragedia. Licytacja, kto ją lepiej znał, z kim się bardziej przyjaźniła. I najgorsze: licytowanie się, kto wiedział więcej o jej chorobie, a kto mniej. Tu pełną pulę zgarnął patologiczny konował z Trójmiasta. Kinga niestety zajęła dobre, drugie miejsce. Ania i jej śmierć stała się okazją do błyśnięcia dla zidiociałych quasi-dziennikarek i niezdolnych aktorów. Trzeba to jasno powiedzieć. To był zlot medialnych cmentarnych hien. Nie wiem, czy byłaby dumna z takiego towarzystwa. Jej prawdziwi przyjaciele żegnali ją godnie i w milczeniu

— zauważa.

Mówiąc o swoim programie wspomniał o osobach, które nie chcą przyjść do jego show. Wyraźnie obrywa się Agnieszce Radwańskiej.

Statystycznie szerokim łukiem omijają mnie sportowcy-katolicy. Tacy, co to się nie wstydzą Jezusa. Najwyraźniej długie treningi oraz debaty z sacrum powodują, że wypacają poczucie humoru

— mówi.

Wspomina także o swoich tzw. przyjaciołach.

Jest nawet kilku notorycznych recenzentów mojego żałosnego istnienia. Jednym z nich jest muzyk Tymon Tymański, podający się dość wylewnie za mojego kumpla, wręcz przyjaciela. Tymon z gracją tygodnika „Grazia” czy „Party” opowiada o moich pieniądzach, sławie i jej braku, karierze i jej końcu. Będąc brutalnym, stwierdziłbym grubiańsko - beze mnie Tymona medialnie nie ma, bo kogo interesuje jego płytki buddyzm, dosyć wioskowe już karate czy zakurzone płyty. Więc żeruje na mnie jak PiS na Smoleńsku

— mówi.

Odnosi się także do sprawy wetknięcia kupy przez rysownika Marka Raczkowskiego w jego programie.

Ja bardzo chętnie przeproszę za kupę, za zabójstwo Kennedy’ego, konflikt w Darfurze, zespół Milli Vanilli oraz nimfomanię Marii Skłodowskiej. Tylko to nie jest moja wina. Nigdy nie wetknąłem polskiej flagi w psią kupę ani żadną inną kupę. To jest fakt medialny, czyli dokładnie taki sam jak wpis Jana Hartmana o kazirodztwie

— zaznacza.

MG/weekend.gazeta.pl

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...