Kosztowne morskie farmy wiatrowe. Dania już ich nie chce
Morskie farmy wiatrowe nie mają szans na rozwój bez kosztownych dopłat i subsydiów. W Polsce budowa startuje, a w Danii nie ma już chętnych

Po tym, co wydarzyło się w Danii, agencja Bloomberg ostrzega, że w Europie zbliża się „kres trwającego od dziesięcioleci boomu w dziedzinie energetyki wiatrowej na morzu”.
Morska energetyka wiatrowa to jeden ze sposobów na osiągnięcie przez Unię Europejską neutralności klimatycznej. Odnawialne źródła mają zastąpić paliwa kopalne w energetyce i tym samym spowodować spadek emisji CO2. Polska ma w planach budowę kilka projektów na Bałtyku, a wiatraki mają mieć łącznie moc 5,9 GW. Inwestorzy mogą liczyć nie tylko na pierwszeństwo w dostępie do sieci, ale także na odbiór energii, a gdyby okazało się, że cena rynkowa będzie zbyt niska, to dostaną wyrównanie.
O ile w naszym kraju inwestycje w wiatraki na morzu dopiero startują, o tyle są one bardzo zaawansowane na Zachodzie Europy. Dość nieoczekiwanie okazuje się jednak, że nie nie ma chętnych do inwestycji. I to w takich krajach, które słyną z OZE, czyli w Danii i Szwecji. Szczególnie bolesne dla duńskiego rządu były wyniki aukcji na morskie wiatraki sprzed kilku dni. Okazało się, że nie pojawiła się żadna oferta.
