TYLKO U NAS. Nowy prezes stadniny w Janowie: Mam zadanie uporządkowania przedsiębiorstwa. "Chcę wykorzystać potencjał całej ekipy"

Fot. PAP/Piotr Polak
Fot. PAP/Piotr Polak

Marek Skomorowski, nowy prezes stadniny koni w Janowie Podlaskim, został wzięty na celownik przez establishmentowe media i wymuskanych komentatorów-ironistów. Powody?

Prezes jest z gruntu zły, bo „pisowski”. Nie jest natomiast pasjonatem koni i „nigdy nie siedział w siodle”.

Każdy ma prawo do swoich opinii. Rozumiem środowiskowe zależności, z pokorą przyjmuję krytykę. Myślę jednak, że uczciwiej byłoby poczekać z nią na efekty mojej pracy. Powierzono mi zadanie uporządkowania należącego do państwa przedsiębiorstwa i chcę się z niego wywiązać

— mówi nam Marek Skomorowski.

Nowy prezes janowskiej stadniny zastąpił na stanowisku Marka Trelę, człowieka związanego z hodowlą „arabów” od dziesiątków lat i - co chyba w tej sprawie najważniejsze - bardzo lubianego w specyficznym i dość hermetycznym środowisku „koniarzy”. Powodem zmiany była utrata zaufania do prezesa.

CZYTAJ TEŻ: Minister Jurgiel argumentuje: „Ja widziałem, co się w Janowie wyprawiało”

Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła w janowskiej stadninie m.in. nieprawidłowości związane z wyceną koni. Z kolei Agencja Nieruchomości Rolnych w specjalnym komunikacie wskazywała na brak odpowiedniego nadzoru hodowlano-weterynaryjnego na końmi arabskimi czystej krwi hodowanymi w Janowie. Zaniedbania miały m.in. doprowadzić do śmierci wartej 3 miliony euro klaczy. Inne zarzuty dotyczą pobierania przez zagranicznych kontrahentów większej liczby zarodków, niż dopuszczają to polskie regulacje a także niekorzystnych umów dzierżawy, zawieranymi przez poprzedni zarząd z zagranicznymi kontrahentami.

CZYTAJ TEŻ: W odpowiedzi na zarzuty

Wyjaśnienie i uporządkowanie tych spraw jest moim celem na najbliższe tygodnie i miesiące. Badamy też zasadność rozmaitych umów zawieranych przez stadninę, przyglądamy się wydatkom, bo chcemy je zracjonalizować. Rozwiązujemy też codzienne, prozaiczne problemy, jakim jest na przykład plaga dzików, plądrujących nasze uprawy. Mimo medialnej burzy robię po prostu to, co do mnie należy

— mówi Marek Skomorowski.

Skomorowski nie chce dziś oceniać poprzedników.

Szanuję pracę każdego, kto przyczynił się w przeszłości do rozwoju stadniny. Mam tylko wrażenie, że niektórzy zapominają, iż na sukces składa się praca zespołu, a nie jednostek. Ja chcę maksymalnie wykorzystać potencjał janowskiej ekipy. To wybitni fachowcy w swoich dziedzinach, ludzie, którzy żyją tym, co robią. Moim zadaniem jest umożliwienie im rozwoju i dobrych warunków pracy. Chciałbym, żeby to oni odnosili sukcesy i zbierali za nie splendory; żeby w Polsce i na świecie mówiło się o triumfach wyhodowanych przez nas koni, a nie wspaniałym prezesie Skomorowskim. Ja jestem tylko administratorem. Myślę, że do tej roli przygotowało mnie wykształcenie i dotychczasowa droga zawodowa

— podkreśla zarządca janowskiej stadniny.

Marek Skomorowski ukończył ekonomię na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej na kierunku organizacja i ekonomika przedsiębiorstw rolnych. Takim właśnie przedsiębiorstwem jest stadnina w Janowie Podlaskim.

Obok znanej wszystkim hodowli koni arabskich na firmę składa się m.in. ponad 1600 hektarów ziemi, rozległe uprawy, liczące 400 sztuk stado krów.

Skomorowski przez kilka lat pracował w USA, następnie rozpoczął karierę w bankowości, pracując w bankach spółdzielczych i komercyjnych. Zajmował się m.in. dużymi projektami dotyczącymi finansowania rolnictwa. Potem była praca w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, gdzie Skomorowski przeszedł wszystkie szczeble, od szeregowego inspektora po stanowisko zastępcy dyrektora lubelskiego oddziału Agencji.

Wiem, czym jest ciężka praca. Znam od podszewki specyfikę przedsiębiorstw rolnych. Mam zaszczyt pracować z doskonałym zespołem. Jestem przekonany, że wspólnie damy radę, a stadnina w Janowie Podlaskim będzie prawdziwą chlubą regionu i Polski

— puentuje prezes Skomorowski.

wu-ka

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...