Mądry Jakubiak po szkodzie! Szef Komisji Nadzoru Finansowego pojął wreszcie, że można pomóc „frankowiczom”, pozwalając im przewalutować kredyty po kursie z dnia, w którym je zaciągali. I choć Andrzej Jakubiak zastrzega, że klienci będą musieli przy okazji pokryć różnicę pomiędzy kosztem kredytu złotowego i frankowego, to i tak rewolucyjna zmiana w jego podejściu do tematu. Jeszcze niedawno ten sam Jakubiak zapewniał bowiem, że problemu właściwie nie ma, że wszystko jest pod kontrolą, nadzór działa wspaniale, a każdy, kto twierdzi inaczej jest oszołomem…

20 lutego 2014 roku Senat wysłuchiwał informacji ministra finansów i przewodniczącego KNF o skutkach finansowych kredytów hipotecznych udzielonych we frankach szwajcarskich. Za jednego franka trzeba było wówczas zapłacić 3,42 zł. „Frankowicze” zagryzali nerwowo wargi, liczyli straty i zapowiadali procesy przeciwko bankom a w mediach debatowano o konieczności przymusowego przewalutowania kredytów w tej walucie. Przedstawiciele rządu i KNF przekonywali jednak, że to fatalne rozwiązanie, którego nie ma sensu wprowadzać.

W obecnych warunkach nie zachodzi konieczność podejmowania nadzwyczajnych działań mających na celu wsparcie osób posiadających kredyty mieszkaniowe wyrażone w walutach obcych, co wynika z relatywnie wysokiej jakości portfela tych kredytów oraz porównywalnej jakości kredytów walutowych i złotowych

— mówił w Senacie Jakubiak.

Szef KNF za szczególnie nieuzasadniony uznał wówczas postulat przewalutowania kredytów walutowych na złotówki po kursie z dnia udzielenia. Dlaczego? Argumentów było kilka. Po pierwsze, zdaniem Jakubiaka, klienci banków mieli świadomość, że zaciągając pożyczkę narażają się na ryzyko zmiany kursu. Jest internet, jest strona Narodowego Banku Polskiego, są gazety ekonomiczne – Polacy mieli świadomość i już.

Po drugie – to Jakubiak, jego ludzie i szereg mniej lub bardziej „niezależnych” ekspertów powtarzali jak mantrę – pomoc „frankowiczom” będzie niesprawiedliwa wobec tych z nas, którzy mają kredyt w złotówkach. Zresztą, nie ma się nad kim specjalnie rozczulać, bo „frankowiczów” nie ma zbyt wielu a na dodatek nieźle zarabiają.

W ostatecznym rozrachunku koszt przewalutowania zostałby poniesiony przez wszystkich obywateli na rzecz nielicznej grupy społecznej, której większość nie ma problemów z bieżącą obsługą stałego zadłużenia. Przypomnę: to są tylko ułamki procenta, Wysoka Izbo

— mówił Jakubiak.

Po trzecie, zdaje się najważniejsze, szef KNF snuł wizję ogromnych strat, jakie poniosą banki po przewalutowaniu.

Strata sektora bankowego z tytułu przewalutowania wyniosłaby łącznie 44 miliardy 400 milionów zł, a wynik netto sektora bankowego zamknąłby się stratą w wysokości 36 miliardów zł wobec zysku, jaki był przed przewalutowaniem, w wysokości 8,2 miliarda zł. Przy czym poszczególne banki poniosłyby straty w wysokości od 100 milionów do prawie 7 miliardów zł. Fundusze własne sektora bankowego zmniejszyłyby się o 42 miliardy zł, to jest o 31%, z prawie 136 miliardów zł do 93,5 miliarda, a współczynnik wypłacalności sektora bankowego obniżyłby się z 15% do 11%. W siedmiu bankach współczynnik wypłacalności obniżyłby się i byłby na poziomie poniżej 8% wymaganych ustawą – wyliczał z przejęciem Jakubiak, oklaskiwany przez senatorów rządzącej koalicji. Przewodniczący KNF nie potrafił jednak powiedzieć, jakie zyski z tytułów kredytów walutowych osiągnęły te „biedne” banki.

Argumenty i pytania opozycyjnych senatorów, m.in. Grzegorza Biereckiego, Henryka Ciocha czy Bogdana Pęka, którzy wskazywali na ogromne zagrożenia, podawali przykłady możliwych rozwiązań i domagali się informacji o konkretnych działaniach nadzoru i rządu w sprawie kredytów frankowych zostały wtedy zlekceważone. KNF robi, co może, robi to w sposób świetny i nie ma sobie nic do zarzucenia.

Jakubiak pokusił się za to o prognozę tego, jak może się zmieniać w przyszłości kurs franka. Wieszczył, że złotówka wobec franka może się umocnić…

Generalnie rzecz biorąc, my nie potrafimy powiedzieć, jaka sytuacja będzie za pięć lat, nie wiemy, czy na przykład złoty znowu nie zacznie się aprecjonować i nie osiągnie poziomu z 2008 r. (kosztował wówczas 1,8 – 1,9 złotego – red.). Widzimy, co się dzieje. Nawet na przestrzeni dosyć krótkiego okresu można zaobserwować, co się dzieje z kursem złotego w stosunku do głównych walut. Po czasie osłabienia obecnie mamy czas umiarkowanej aprecjacji, to już nie jest 4,40 zł, jeśli chodzi o euro, to jest 4,17 zł, a jeśli chodzi o franka, to jest 3,41 zł. A co będzie, jeżeli on znowu będzie kosztował 3,20 zł albo 3 zł? Wszystko to trzeba widzieć, bym powiedział, w dłuższej perspektywie czasowej, dlatego że mamy do czynienia z kredytami długoterminowymi –

— mówił Andrzej Jakubiak.

Dziś tylko pierwsze zdanie tej wypowiedzi można dziś wspominać bez śmiechu (to, że KNF nie może w zasadzie niczego przewidzieć). Frank kosztuje ponad 4,30 zł i raczej się umocni, niż osłabi. 700 tysięcy „frankowiczów” znalazło się pod ścianą. I nagle to, co niespełna rok temu było dla Andrzeja Jakubiaka głupie i niemożliwe jest dziś mądre i możliwe. Przewodniczący KNF twierdzi, że przewalutowanie na złotówki frankowych kredytów po kursie z dnia ich zaciągnięcia byłoby niezłym rozwiązaniem. Oczywiście zastrzega, że trzeba najpierw przeprowadzić analizy i sprawdzić, jak wpłynęłoby to na bilanse banków (bo ich ukrzywdzić przecież nie można).

Skąd ta zmiana nastawienia nadzoru? Do końca nie wiadomo, a hipotez jest wiele. Pewne jest za to, że od człowieka, który rocznie zarabia blisko 400 tysięcy złotych, który ma do dyspozycji potężny urząd, suto opłacanych ekspertów i przychylność rządu trzeba wymagać znacznie więcej. Andrzej Jakubiak nie poradził sobie z problemem kredytów frankowych, nie potrafił ustrzec wielkiej grupy Polaków przed katastrofą, lekceważył przestrogi i śmiał się z pomysłów, które dziś sam formułuje. Płacą za to „frankowicze”. Czy zapłaci także Jakubiak?

CZYTAJ TEŻ: Cud nawrócenia w KNF, wątpliwy profesjonalizm, czy też chęć uniknięcia odpowiedzialności, za coraz szerzej rozkręcającą się historią z frankowo - kredytową pułapką?

gim