„Zwykli” obywatele. "Co dzieje się na tej scenie"„Zwykli” obywatele. "Zwykły obywatel nie ma udziałów w radach nadzorczych, darmowych przelotów, licznych wojaży zagranicznych"

W Polsce osobliwie każdy musi mieć poglądy. To jedna z tych zdobyczy demokracji, które doceniamy szczególnie wtedy, gdy ktoś prezentuje poglądy inne niż nasze. Jeszcze lepiej, gdy jest się aktorem, bo wtedy pogląd można wygłosić z odpowiednią dykcją, pauzą dramatyczną i zamyślonym spojrzeniem w dal.
Polska gwiazda filmu, gdy komentuje politykę, nie wchodzi po prostu do debaty publicznej. Ona przybiera starannie i profesjonalnie wystudiowaną pozę. Robi to nawykowo, nie zastanawiając się nad tym. Widać to szczególnie na przykładzie Daniela Olbrychskiego, który niedostatki rozumu sztukuje cytatami.
Najpierw więc jest wywiad. Dziennikarz pyta o nowy film, ale po trzech minutach rozmowa nieuchronnie skręca w stronę państwa, demokracji i przyszłości narodu. Aktor wzdycha. Kamera robi zbliżenie. Pada zdanie zaczynające się od: „Ja jako obywatel…”. I już wiadomo, że premiera filmu zeszła na drugi plan.
