Zrównoważony rozwój. "Akceptowana definicja"
Zrównoważony rozwój. "Niestety obecna, ogólnie zrozumiała i akceptowana definicja nie ogranicza się jedynie do sfery leśnictwa"

Wszyscy, którzy z upodobaniem, wręcz naukowym namaszczeniem głoszą zasadę zrównoważonego rozwoju, powinni zdobyć się na nieco więcej refleksji.
Zawarty w tytule felietonu termin jest dziś szczególnie często używany, a nawet nadużywany. A przecież chodzi o to, by był najbliższy swojemu pierwotnemu, naturalnemu kontekstowi, bo dziś „zrównoważony rozwój” to worek, do którego można wrzucić wszystkich i wszystko.
Ostatnio w siedzibie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, w dniu odsłonięcia tablicy upamiętniającej śp. prof. Jana Szyszko, mogliśmy usłyszeć o zrównoważonym rozwoju we właściwym ujęciu. To wielka zasługa zmarłego cztery lata temu wybitnego naukowca, polityka, leśnika, wielokrotnego ministra środowiska. Prof. Jan Szyszko odnosił zrównoważony rozwój do kwestii ochrony środowiska przyrodniczego. Walczył o utrzymanie prawa do rozumnej ingerencji człowieka w życie Puszczy Białowieskiej. Utrzymywał, że człowiek jest zobowiązany dziś i wobec przyszłych pokoleń do zachowania podobnej wielkości i jakości leśnych zasobów, z którymi miał do czynienia. Dlatego musi dbać, by koniecznemu rozwojowi gospodarczemu towarzyszyła troska o dobrostan roślin.
