Złodzieje mianowani. Miliony znikają bez śladu
Złodzieje mianowani. Polska: Złodziej ma prawo do bycia anonimowym. A poszkodowany może być ukarany

Okradziono mały sklep. Butik dla praktycznie stałego grona klientów. Jak można się domyślić, łupy nie były cenne. Trochę gotówki z kasy, do tego wybita szyba i bałagan nawet na zapleczu. Właścicielka miała w pomieszczeniu kamerę, która zarejestrowała plądrowanie i niezbyt atrakcyjną fizjonomię złodzieja. Kobieta wrzuciła do sieci fragment filmu, żeby ostrzec innych. Policja, która została wezwana do włamania, ostrzegła ją, że nie można zamieszczać takiego nagrania, bo jest RODO, ochrona wizerunku i ogólnie prawo złodzieja do bycia anonimowym musi być przestrzegane. Bo mogą być konsekwencje. Oczywiście nie dla przestępcy.
Takie zjawiska znamy też w makroskali. Na ekranach często pojawiają się osoby, o których krąży wieść gminna, że przywłaszczyli nie marne tysiące, tylko grube miliony. Takich przypadków też nie można rozgłaszać. Bywa, że osoby podejrzane o defraudacje są ozdobą palestry i wręcz zastraszają, że nawet podanie tweeta sugerującego cokolwiek na ich temat może się skończyć odsiadką.
