Zeznania, których nie było. "Świadek koronny" to sloganZeznania, których nie było. "Świadek koronny to nie opis statusu, tylko slogan"

To nie był przypadek, tylko zaplanowana operacja propagandowa. Miało być szybko, mocno, czarno-biało. Dosłownie. „Teraz to już nie będzie zabawy.
Wszystko w tej kampanii będzie bardzo czarno-białe — słychać w obozie Tuska na rok przed wyborami
– donosi Dominika Długosz, nieraz przystawiająca ucha do tego, co dzieje się na tyłach Koalicji Obywatelskiej.
Próbkę takiego podejścia mieliśmy 4 września br. w Sejmie. Po głosowaniu nad lewą kandydaturą (brak udokumentowanego 10-letniego stażu radcy prawnego) Macieja Berka na mównicę sejmową wszedł premier i zaczął mówić o czymś całkowicie innym. Jego głośne wystąpienie na temat tajemniczego „zeznającego” w sprawie Zondacrypto miało ustawić narrację na zbliżający się weekend. To się udało. Zamiast faktów przez kilka dni mieliśmy żyć sensacyjnymi insynuacjami, których fundamentem miało być rzekome „zeznanie” kluczowego „świadka”. Problem w tym, iż żadnego takiego zeznania nie było.
