Zdemaskowani. Oto cała prawda o "praworządności"
Zdemaskowani. Ci, którzy najgłośniej krzyczeli o „zamachu na praworządność”, walczyli o swoje wpływy i możliwość blokowania decyzji

Ten sam Żurek, który przez lata stawiał się w roli obrońcy „wolnych sądów”, dziś bez wahania wszedł do rządu Donalda Tuska i stał się jego najwierniejszym wykonawcą.
Dziś w Polsce trzeba bronić prawa przed tymi, którzy przez lata wycierali sobie nim usta, a w praktyce robili wszystko, by naginać je do własnych politycznych potrzeb. To gorzka konstatacja, ale nieunikniona. Ci, którzy najgłośniej krzyczeli o „zamachu na praworządność”, wcale nie walczyli o niezależność sądów czy wolność obywateli. Walczyli o swoje wpływy i możliwość blokowania każdej decyzji, która nie podobała się ich środowisku. Widać to dziś jak na dłoni – wystarczy spojrzeć na ludzi pokroju Waldemara Żurka. Ten sam Żurek, który przez lata stawiał się w roli obrońcy „wolnych sądów”, dziś bez wahania wszedł do rządu Donalda Tuska i stał się jego najwierniejszym wykonawcą. Symboliczne i bolesne – oto cała prawda o deklarowanej przez niego apolityczności.
Nieprzypadkowo pierwsza prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Manowska w swoim oświadczeniu musiała bronić podstawowego porządku instytucjonalnego. Opisała, jak członkowie Trybunału Stanu wdarli się do pomieszczeń SN, zabrali togi i krzyczeli na pracowników. To nie jest „spór o praworządność”, tylko zwykła burda. Jeżeli ci sami ludzie chcą uchodzić za moralne sumienie wymiaru sprawiedliwości, coś jest głęboko nie tak.
