Zamęt przed Wilnem. Sojusznicy są poróżnieni
Zamęt przed Wilnem. Sojusznicy są poróżnieni, widać ich zdenerwowanie, a ukraińskiej presji nie udało się jak dotąd złamać

Na dwa tygodnie przed Wilnem dominuje na razie twarde i politycznie bezmyślne „no!” ze strony Anglosasów, wsparte lękliwym niemieckim „nein!”.
Za dwa tygodnie w Wilnie spotkają się przywódcy 31 państw NATO, a to, co postanowią, będzie mieć decydujący wpływ na dalszy bieg wojny na Ukrainie.
Jak do tej pory obserwujemy kakofonię niejasnych i nawzajem sprzecznych deklaracji kluczowych liderów, czego efektem jest wrażenie niezborności i zamętu tym większego, im bliżej daty 11 lipca. Po blisko półtora roku trwania w Europie wojny widać jak na dłoni, że zachodni sojusz nie ma żadnej pozytywnej strategii, rokującej bliższym czy dalszym, ale możliwym do przyjęcia dla Kijowa sposobem zakończenia działań wojennych. I nie ma już chyba nikogo jako tako realnie patrzącego na globalną politykę, kto by nie rozumiał dwóch fundamentalnych prawd na temat toczącej się wojny. Pierwszej, że trwające na dotychczasowym poziomie, a nawet w przypadku niektórych państw (zwłaszcza Niemiec) wyraźnie zwiększające się dostawy broni dla Ukrainy nie rokują nadziei na zbrojne wyparcie okupanta z zajętych terytoriów. I drugiej, że bez NATO-wskich wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa Ukraina nie przerwie walki z Moskalami, nawet jeśliby ceną tego miała być ruina kraju i przewlekła masakra młodego pokolenia Ukraińców.
