Z pasją i bez złych intencji. "Bohaterem jest całe miasto"Z pasją i bez złych intencji. "Utrwalone życie codzienne Warszawy kontrolowanej przez powstańców, a także obraz nadciągającej zagłady miasta"

Tym razem piszę o filmie z 2014 r., który także w tym roku, 1 sierpnia, w rocznicę Powstania Warszawskiego, powtórzono w TVP1. „Miasto 44” Jana Komasy to obraz kontrowersyjny, choć nakręcony z pasją i bez złych intencji, które mu przypisywali niektórzy konserwatywni recenzenci.
„Miasto 44” to następstwo konkursu, który umożliwił pokazanie tego obrazu jakby trochę za późno – w 70. rocznicę Powstania, kiedy topniała liczba jego uczestników. Realizację powierzono Janowi Komasie, młodemu reżyserowi, którego głównym osiągnięciem był film całkiem współczesny – odwołująca się do estetyki internetu „Sala samobójców”. Choć Komasa to również autor pomysłu na film „Powstanie Warszawskie”, mającego premierę kilka miesięcy przed „Miastem 44”. To niezwykle oryginalny obraz dokumentalny – zmontowano stare kroniki kręcone przez powstańczych filmowców. Zostało w nich utrwalone życie codzienne Warszawy kontrolowanej przez powstańców, a także obraz nadciągającej zagłady miasta.
W tamtym filmie Komasa schował się za materiały z epoki, tu zaś nakręcił autorską fabułę. W „Mieście 44” nie zobaczymy naradzającego się dowództwa. Bohaterami są zwykli młodzi ludzie, którzy 1 sierpnia idą na miejsce zbiórki, aby często bez odpowiedniej broni rzucić się na Niemców. Już to wzbudziło rozczarowanie u części widzów. Oczekiwali historycznego fresku, a dostali garść indywidualnych historii. Komasa, korzystając z dużych funduszy, nakręcił je tak, jak dziś kręci się kino wojenne. Mamy naturalistyczny obraz rozpryskujących się mózgów, grozę budzi obraz wielkiej eksplozji pojazdu opancerzonego, wysłanego przez Niemców w tłum Warszawiaków. To okrucieństwo odrzuca wielu ludzi, przyzwyczajonych do pokazywania wojny łagodniejszymi środkami.
