WYWIAD. Prof. Piotr Czauderna: Zarobki 100 tys. zł miesięcznie szokująWYWIAD. Prof. Piotr Czauderna: Zarobki rzędu 100 tys. zł i więcej miesięcznie szokują. Przecież pochodzą ze środków publicznych"

Premier Tusk, widząc oburzenie, jakie wywołała ta afera (porównywalne ze słynnymi „ośmiorniczkami”), zaczął budować swoją narrację. Zażądał przedstawienia w trzy dni koncepcji reformy systemu ochrony zdrowia. To śmieszne i niepoważne, a do tego niemożliwe.
Z prof. dr. hab. n. med. Piotrem Czauderną, chirurgiem dziecięcym, doradcą prezydenta Karola Nawrockiego i przewodniczącym prezydenckiej Rady Zdrowia, rozmawia Jerzy Szmit
Jerzy Szmit: Jaka była pana pierwsza reakcja na aferę w Szpitalu Południowym w Warszawie?
Piotr Czauderna: Niedowierzanie, szczególnie gdy okazało się, że nieprawidłowości dotyczą nie tylko wysokich zarobków czy zatrudnienia osoby bez kwalifikacji, ale za to z rekomendacji partyjnej. Znacznie poważniejsze jest to, co powiedział dr Emil Jędrzejewski. Powstała sytuacja, która może zachwiać podstawami polskiego systemu ochrony zdrowia. Przede wszystkim zaś podważyło to zaufanie pacjentów do lekarzy.
Po kilku dniach od wybuchu afery premier Donald Tusk przyznał, że działają saloniki VIP i zeszyty. Obiecał, że z tym skończy.
Pan premier Tusk chce oddalić zagrożenie od siebie i swojej formacji politycznej. Ujawniono jednak istnienie zorganizowanego systemu świadczeń dla rządzących, działającego na znacznie lepszych warunkach niż dla pozostałych pacjentów. Czym innym jest telefon od przyjaciela czy znajomego, by pomóc czy doradzić – każdy lekarz słyszy takie prośby – a czym innym zbudowany system dla swoich. Premier, widząc oburzenie, jakie wywołała ta afera (porównywalne ze słynnymi „ośmiorniczkami”), zaczął budować swoją narrację. Zażądał przedstawienia w trzy dni koncepcji reformy systemu ochrony zdrowia. To śmieszne i niepoważne, a do tego niemożliwe. Jeżeli taka koncepcja byłaby przygotowana, dawno zostałaby przedstawiona.
Rząd i usłużne media próbują skierować złość opinii publicznej na kwestię wysokości zarobków lekarzy, które rzeczywiście mogą szokować.
To na pewno wymaga regulacji. Zarobki rzędu 100 tys. zł i więcej miesięcznie szokują. Przecież pochodzą ze środków publicznych. Spójrzmy jednak na źródło problemu, bo gorączka jest objawem, a nie przyczyną choroby. Tą jest chora konkurencja pomiędzy szpitalami, które walczą o personel, m.in. dlatego, że stale pracują w trybie ostrodyżurowym i potrzebują pełnej obsady. Z kolei mniejsze szpitale czy oddziały, aby wypełnić wygórowane wymogi kadrowe, a czasem wynikające z zaszłości czy lobbingu określonych grup zawodowych, zaczynają oferować stawki rzędu 300–400 zł za godzinę, np. na oddziałach zabiegowych, które nie są w stanie wyrobić swojego kontraktu, albo na SOR, którym brakuje obsady. Przyjeżdżają wówczas zespoły lekarzy albo pojedynczy specjaliści z zewnątrz i za ogromne pieniądze wykonują określone procedury. Tego właśnie dotyczy głośna sprawa w szpitalu w Miastku, gdzie zewnętrzna spółka medyczna w ciągu 14 miesięcy na kontrakcie zarobiła 13 mln zł, a szpital jest na skraju bankructwa.
