WYWIAD. Marcin Ołdak: Orlęta Warszawy zatrzymały bolszewików w 1920 r.WYWIAD. Marcin Ołdak: Bez polskiej religijności i bez wsparcia Opatrzności nie byłoby tego zwycięstwa

arch.webp
FacebookTwitter

Nie byłoby zwycięstwa bez poświęcenia polskiego społeczeństwa, bez genialnego planu, bez waleczności polskich żołnierzy, bez amunicji, którą przywieźli nam Węgrzy, bez sprzętu, który przyszedł do nas z Francji z Armią Hallera. Niemniej głęboko wierzę, że tego zwycięstwa nie byłoby również bez polskiej religijności i bez wsparcia Opatrzności.

Z Marcinem Ołdakiem, kierownikiem Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku w Ossowie, rozmawia Jerzy Szmit

Jerzy Szmit: Bój w Ossowie 14 i 15 sierpnia 1920 r. zadecydował o losach świata. Jedni mówią: „Bitwa Warszawska – starcie dwóch armii”, inni mówią o „Cudzie nad Wisłą”, w którym widzą Boską ingerencję w dzieje ludzkości. Jak pan na to patrzy?

Marcin Ołdak: Z perspektywy mikrohistorii i niewielkiej mazowieckiej wsi pod Warszawą miał tu miejsce jeden z kluczowych bojów z bolszewikami na przedmościu stolicy. Ale Bitwa Warszawska rozegrała się na terenie o powierzchni 40 tys. km2 (mniej więcej obszar Beneluksu) i objęła kilkadziesiąt różnych starć zbrojnych. Kontekst religijny jest ogromnie ważny. Na naszej wystawie znajduje się zakrwawiona stuła ks. Ignacego Skorupki, kapelana, który szedł do boju ze swoimi uczniami, ochotnikami bez broni w ręku. Poległ i stał się bohaterem. Scena jego śmierci, niezwykle symboliczna, została przedstawiona przez Jerzego Kossaka na obrazie „Cud nad Wisłą”, a współcześnie w filmie Jerzego Hofmana. Jednocześnie wojnę wygrywa ten, kto popełni mniej błędów, kto ma lepszy plan, wykorzysta warunki, będzie odważniejszy i lepiej przygotowany. Wykazaliśmy też wielką determinację jako społeczeństwo. Określenie „Cud nad Wisłą” pochodzi natomiast z artykułu Stanisława Strońskiego „O cud Wisły”, opublikowanego w „Rzeczpospolitej” z 14 sierpnia 1920 r. Nawiązuje do określenia bitwy z 1914 r., zwanej Cudem nad Marną.

Ówczesne źródła mówią o poruszeniu narodowym, ochotnikach, ofiarności, a także wielkich procesjach i modlitwie w Warszawie. Sowieccy jeńcy wspominali o Matce Bożej Zwycięskiej, którą widzieli nad polską stolicą.

Nie byłoby zwycięstwa bez poświęcenia polskiego społeczeństwa, bez genialnego planu, bez waleczności polskich żołnierzy, bez amunicji, którą przywieźli nam Węgrzy, bez sprzętu, który przyszedł do nas z Francji z Armią Hallera, bez wielu innych uwarunkowań. Nie byłoby zwycięstwa także bez wielkiej wiary Polaków. Pozostawiam ocenę wspomnianych zjawisk powołanym do tego osobom, niemniej głęboko wierzę, że bez polskiej religijności i bez wsparcia Opatrzności nie byłoby tego zwycięstwa.

Do oddziałów ochotniczych masowo zgłaszała się młodzież.

W lipcu 1920 r. powstała Armia Ochotnicza, firmowana przez gen. Józefa Hallera. Otacza go legenda dowódcy Armii Polskiej we Francji, człowieka, który dokonał zaślubin z morzem, który walczył przeciwko wszystkim zaborcom. Popularnością w społeczeństwie przewyższał go tylko Józef Piłsudski. Do szeregów zgłasza się ponad 100 tys. ochotników, w tym 40 tys. mieszkańców Mazowsza i Warszawy. Muszę nawiązać do historii miejsca, w którym jesteśmy. Tutaj walczyli ochotnicy z 236. Pułku Piechoty, w większości uczniowie warszawskich gimnazjów, liceów, harcerze, studenci, młodzi robotnicy, często 16-, 17-latkowie. Wielu poniosło najwyższą ofiarę. Nazywano ich Orlętami Warszawy. Później hekatomba II wojny światowej i miliony ofiar niemieckiej oraz sowieckiej tyranii przyćmiły to niezwykłe poświęcenie i bohaterstwo. Nastał czas, aby docenić i uhonorować jedno z największych polskich zwycięstw.

Miejsce okupione wielką daniną krwi, przelanej również tu.

Początkowo chciano, by w Alei Zwycięstwa, biegnącej na taras muzeum, umieścić nazwiska wszystkich poległych w Bitwie Warszawskiej, ale tego nie da się ustalić. Zostały tu upamiętnione ofiary boju pod Leśniakowizną i Ossowem. 14 sierpnia, po przełamaniu polskiej linii obrony, doszło tu do kilkugodzinnych, krwawych zmagań. Na kilkuset zabitych, zaginionych, wziętych do niewoli, śmiertelnie rannych po stronie polskiej zidentyfikowano nieco ponad 100. Warunki, w jakich przyszło im walczyć, dzisiaj byłyby nie do przyjęcia. Kiedy zwiedzający wystawę stałą naszego muzeum widzą pierwszy polski samochód pancerny (inż. Tadeusza Tańskiego), nie chcą uwierzyć, że walczyły w nim dwie osoby. Podobnie w czołgu Renault. Dzisiaj jesteśmy po prostu wyżsi, lepiej odżywieni. Liczył się duch walki za ojczyznę. Tłumaczymy odwiedzającej nas młodzieży, że tamto pokolenie wykonało swoje zadanie na 1100 proc.

Wolna Polska potrzebowała 30 lat, by uhonorować bohaterów Bitwy Warszawskiej.

Po 1989 r. trzeba było budować polską politykę historyczną. Przywrócić pamięć żołnierzy Armii Krajowej, żołnierzy drugiej konspiracji i wielu innych. Spojrzeć na polską historię z prawdziwej perspektywy. Jednak Polska lokalna stanęła na wysokości zadania. Już od 1989 r. na przedmościu Warszawy w Radzyminie, Ossowie i całym powiecie wołomińskim 15 sierpnia jest bardzo istotną datą w kalendarzu samorządu. Tak jak 1 sierpnia w Warszawie.

Tu pamięć o bitwie jest ciągle żywa.

Cmentarz Poległych w Bitwie Warszawskiej w Ossowie powstał tuż po bitwie. Postawiono pomnik, kaplicę Matki Bożej Zwycięskiej. W 1939 r. wybudowano stację kolejową Kobyłka-Ossów. Problemy zaczęły się po wojnie. Komuniści poszerzyli teren poligonu wojskowego, tak aby obejmował Kaplicę i Cmentarz Poległych. Zlikwidowano mostki na rzece i postawiono napisy zakazujące wchodzenia. Milicja pilnowała, aby nikt nie oddawał czci bohaterom i prześladowała tych, którzy to robili. Mimo to ludzie stąd samorzutnie dbali o groby, przynosili wiązanki, znicze, a od lat 70., za sprawą ks. Kazimierza Konowrockiego, a także ks. Mieczysława Stefaniuka i ks. Bogdana Gietrugi z parafii w Kobyłce, organizowano grupy młodzieżowe, które wykonywały i stawiały brzozowe krzyże oraz dbały o cmentarz. Nadal odbywało się to na poligonie, wciąż nielegalnie. Robili to 19-latkowie, 18-latkowie i młodsi. Często musieli się tłumaczyć przed władzą. Pod koniec lat 80. parafii udało się odzyskać ten teren od państwa. Co ważne, ludzie, którzy przychodzili tutaj jako młodzież w latach 70., stali się członkami i liderami lokalnej Solidarności, potem budowali samorząd jako radni, burmistrzowie, starostowie. Niczym sztafeta pokoleń przekazywali pamięć o Bitwie Warszawskiej.

I w końcu doczekaliśmy się wspaniałego muzeum!

Po wielu latach starań w 2017 r. podpisano list intencyjny. Budowę Muzeum Bitwy Warszawskiej rozpoczęto w 2020 r. Na otwarcie w 2025 r. zaprosiłem kilkoro liderów grup młodzieżowych z lat 70. Ich reakcja była niezwykła: łzy w oczach. Pamiętam starszą panią, która powiedziała, że 40 lat czekała na godne upamiętnienie bohaterów. W latach 70. to oni dbali o teren zapomnianej kaplicy i uciekali przed milicją, a także przed niebezpieczeństwem strzałów na poligonie. W najpiękniejszych snach nie marzyli, że powstanie tutaj gigantyczne muzeum zwycięstwa nad bolszewicką Rosją.

Jak pan ocenia pierwszy rok działania muzeum?

Pozytywnie. W muzeum ważne są eksponaty, ale równie ważni są edukatorzy. Wychodzimy do młodego pokolenia. Proponujemy zajęcia, lekcje muzealne, warsztaty. Dbamy o ten wielki budynek i jego wyposażenie. Szacujemy, że przez pierwszy rok odwiedzi nas ponad 70 tys. osób. To dobry wynik, bo jesteśmy 20 km od Warszawy i trzeba do nas specjalnie dojechać, a przez ostatni rok droga była remontowana. Są grupy szkolne z całej Polski, są weterani z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, wiele grup parafialnych z całej Polski. Szczególnie wrażliwi na wiedzę o ochotnikach z tamtej bitwy są żołnierze WOT. Chcemy, by w kolejnym roku muzeum odwiedziło 100 tys. ludzi. Jestem pewien, że to się nam uda. Zapraszamy!

Które artefakty wzbudzają największe zainteresowanie?

Na pewno zakrwawiona stuła ks. Ignacego Skorupki – to jest wręcz relikwia, choć ks. Ignacy nie jest ani świętym, ani błogosławionym Kościoła katolickiego. Jego ciało przeleżało kilka godzin na polu bitwy, a kilkakrotnie przechodzący obok niego bolszewicy okradli jego zwłoki i zmasakrowali je bagnetami.

Wielką wartość stanowi zbiór odznаk wojskowych – znawcy i kolekcjonerzy są nimi zachwyceni. Jestem dumny ze zbiorów pochodzących z artylerii ciężkiej, m.in. z wielkiej armaty De Bange. Wspomnę jeszcze o kluczowym i jednocześnie strasznym zabytku, Muzeum Wojska Polskiego kupiło go kilka miesięcy temu. Ten przedmiot odpowiada na pytanie, co by się stało, gdyby nie zwycięska Bitwa Warszawska. To skórzana teczka z początku XX w. z metalowymi okuciami, opatrzona polskim napisem: „Towarzyszowi Marchlewskiemu robotnicy Białegostoku”. Nad nim widnieją herb z sierpem i młotem oraz skrót napisany cyrylicą: PSSR – Polska Socjalistyczna Sowiecka Republika. Polski miało nie być. W ślad za Armią Czerwoną poruszał się Polrewkom, czyli rząd sowiecki wyznaczony przez Moskwę na Polskę. Marchlewski był jego szefem. Oni chcieli zwycięstwa Sowietów. Na podstawie wspomnień ks. Wiktora Mieczkowskiego (proboszcza parafii św. Idziego w Wyszkowie) opisał to Stefan Żeromski w opowiadaniu „Na probostwie w Wyszkowie”.

Jak wyglądałaby Polska?

Polska inteligencja, wojskowi, ziemianie, duchowieństwo, przedsiębiorcy, urzędnicy byliby skazani na wymordowanie. To samo z bogatymi chłopami. Pamiętajmy, że Polska była krajem chłopskim, większość mieszkańców Rzeczypospolitej mieszkała na wsi i prowadziła gospodarstwa rolne. W sowieckiej Rosji kolektywizacja rolnictwa, walka z kułakami była przerażająco brutalna. To samo stałoby się w Polsce. Gdyby nie zwycięska Bitwa Warszawska, trudno powiedzieć, jakim narodem bylibyśmy teraz.

Czy od otwarcia muzeum przybywa eksponatów?

Oczywiście. Jeden z tutejszych mieszkańców przyniósł nam odznaki wojskowe. 20–30 lat temu Ossów był miejscowością rolniczą. Ludzie łączyli pracę zawodową z prowadzeniem małych gospodarstw. A ziemia „rodziła” artefakty, przede wszystkim związane z bitwą warszawską, lecz z tą z 1944 r. Pamiętajmy, że między Okuniewem i Wołominem, Ossowem, Radzyminem miała miejsce druga największa bitwa pancerna II wojny światowej. Walczyły w niej korpusy pancerne dwóch naszych największych wrogów – Niemców i Sowietów. W tym starciu Polacy byli wyłącznie ofiarami.

Są też inne pamiątki z 1920 r., np. odznaki: jedna Ochotniczej Legii Kobiet i druga, też należąca do kobiety z Pogotowia Ratunkowego w Warszawie. Wiemy do kogo, bo jest numerowana. Łączy się z tragiczną historią: 17-letni pianista Zygmunt Karol Płoszko był ochotnikiem 236. pułku. W walkach o Ossów został ciężko ranny. Jego matka była sanitariuszką i znalazła syna na pobojowisku. Niosła go na rękach, błagając o lekarza, o wóz, który dowiezie ciężko rannego do Warszawy. Chłopiec umarł na jej rękach. Tak wyglądało wówczas poświęcenie polskich rodzin.

Jak młodzież reaguje na pokazaną tu historię?

Młodzież jest wspaniała. Chce oglądać historię pokazaną w sposób przystępny i nowoczesny. A nasze muzeum spełnia wymogi XXI w. Hitem jest wirtualna strzelnica, w której z replik broni krótkiej i długiej strzela się do wirtualnych obiektów, takich jak tarcze lub przedmioty porozmieszczane w terenie. Moim marzeniem jest, aby każdy uczeń, który kończy szkołę podstawową czy średnią, przynajmniej raz odwiedził to miejsce.

Muzeum Bitwy Warszawskiej jest jedną z najważniejszych placówek tego typu w Polsce. Znajduje się na autentycznym polu bitwy, tak jak Muzeum Bitwy pod Grunwaldem, z którym z rozpoczynamy współpracę.

Muzeum organizuje też widowiskową inscenizację bitwy.

Inscenizacje były organizowane od końca lat 90. na błoniach ossowskich, wzdłuż rzeki Długiej. Oglądało je nawet 10 tys. osób, jednak z poziomu ziemi, co nie pozwalało na dokładniejsze przyjrzenie się bitwie. Dzisiaj za sprawą 17-metrowego sztucznego wzniesienia na trybunie mieści się wygodnie blisko 3 tys. osób. Są jeszcze alejki, z których dobrze widać taras widokowy.

W tym roku rekonstrukcja rozpocznie się 16 sierpnia o godz. 14.30. Pojawi się ponad 100 rekonstruktorów, repliki pojazdów, a także oryginały z tamtej epoki. Będzie piechota, kawaleria – by symbolicznie pokazać zwycięstwo pod Komarowem – i efekty pirotechniczne. Rekonstrukcja potrwa ponad godzinę. Po wydarzeniu odbędzie się piknik wojskowy i pokaz współczesnego sprzętu polskiej armii. Zapraszamy od 14 sierpnia na wiele innych atrakcyjnych wydarzeń (szczegóły na www.muzeumwp.pl).

Jakie są plany rozwoju muzeum?

Chcemy przyjmować kolejne eksponaty, zwiększać liczbę zwiedzających, stać się centrum mikrohistorii. Chcemy tłumaczyć, dlaczego muzeum wielkiego polskiego zwycięstwa, ważnego dla Europy, jest położone w niewielkiej wiosce. Wiosną wraz z historykami ukraińskimi zorganizowaliśmy konferencję o polsko-ukraińskim sojuszu wojskowym w 1920 r. Będziemy łączyć siły z innymi muzeami pól bitewnych, aby wspólnie pokazywać wielkie polskie wiktorie: pod Grunwaldem, Wiedniem czy w Bitwie Warszawskiej.

Naszym celem jest, aby muzeum żyło przez cały rok i było nowoczesnym centrum edukacji oraz budowania świadomości historycznej kolejnych pokoleń.

 

 



Źródło: Tygodnik Sieci, wydanie 2026/33
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.