Wyborcą być. "Politycy nie dorastają do poziomu swoich wyborców"Wyborcą być. "Politycy nie dorastają do poziomu swoich wyborców"

Bycie wyborcą jest zdecydowanie niełatwe. A do tego niewdzięczne. Chociaż jeszcze za komuny, w czasach studenckich, wracając nad ranem z balangi, postanowiłem wstąpić do lokalu wyborczego. Dostałem kwiaty jako pierwszy klient. Wtedy głosowało się z musu.
Przyszedł jednak czas III RP, kiedy niby zapanowała demokracja i euforia, że nasz głos coś znaczy. Z pełnym przekonaniem byłem zwolennikiem Lecha Wałęsy. Poszedłem na wiec pod Hutą Warszawa, podpisałem się pod jego kandydaturą. 19 listopada 1995 r. przechadzałem się po New Jersey i cieszyłem się, że w USA nie można głosować w drugiej turze wyborów prezydenckich. Wybór był pomiędzy Lechem Wałęsą i Aleksandrem Kwaśniewskim. Pierwszym byłem rozczarowany do imentu, a drugiego pamiętałem jako komucha z ekipy Jaruzela. W 2015 r. dosłownie ze śpiewem na ustach wspierałem kandydaturę Andrzeja Dudy. W 2020 r. zagłosowałem już bez śpiewu. A to, co dzisiaj myślę o tej prezydenturze, nie nadaje się do druku.
