Węgierska lekcja dla polskiej prawicy.Węgierska lekcja dla polskiej prawicy. "Dzieją się tam rzeczy, które mogą być powtórzone w innych krajach europejskich, również w Polsce"

Na Węgrzech dzieją się teraz rzeczy, które polska prawica powinna uważnie śledzić. To poligon brutalnej ofensywy politycznej, której celem jest całkowita eliminacja sił stawiających na suwerenność wobec Brukseli. Wcześniej miejscem liberalnej rekonkwisty miała być Polska, ale zostało to zablokowane dzięki zwycięstwu Karola Nawrockiego. Teraz jednak niebezpieczeństwo wraca. Na Węgrzech dzieją się teraz rzeczy, które polska prawica powinna uważnie śledzić. To poligon brutalnej ofensywy politycznej, której celem jest całkowita eliminacja sił stawiających na suwerenność wobec Brukseli. Wcześniej miejscem liberalnej rekonkwisty miała być Polska, ale zostało to zablokowane dzięki zwycięstwu Karola Nawrockiego. Teraz jednak niebezpieczeństwo wraca.
Polska prawica powinna pilnie przyglądać się temu, co dzieje się dziś na Węgrzech. Nie tylko ta prawica, która składa się na rozdzierane wewnętrznym konfliktem PiS, lecz także Konfederacja, a przynajmniej ta jej część, która wyklucza możliwość koalicji z partią Donalda Tuska i nadal chce być ugrupowaniem antyestablishmentowym. Bo dzieją się tam rzeczy, które mogą być powtórzone w innych krajach europejskich, również w Polsce.
Brutalna superwiększość
Informacje, które do nas docierają, nie budzą zbyt dużego zainteresowania, chociaż każda z nich świadczy o łamaniu zasad, przepisów i w ogóle norm życia demokratycznego. Niezależnie od win i grzechów, które poprzednia władza – Fidesz Victora Orbána – miała na swoim sumieniu. Nowa ekipa, TISZA Pétera Magyara (skądinąd wieloletniego ważnego funkcjonariusza Fideszu), szła bowiem do wyborów pod hasłami usunięcia dawnych patologii, a nie korzystania z nich.
Według ostatnich informacji prokuratorzy bez zapowiedzi weszli do siedzib Fideszu i przejęli serwery z danymi ugrupowania. Witryny internetowe partii przestały działać, a wszystkie dane osobowe jej członków znalazły się w rękach władz. Prezydent został pozbawiony urzędu specjalną ustawą, mimo że jego kadencja jeszcze trwała. Jedynym publicznym uzasadnieniem okazało się to, iż był nominatem poprzedniej władzy. Identycznie skrócono kadencję przewodniczącego Sądu Konstytucyjnego i trzech sędziów. W imię – jak sam powiedział obecny premier – „siły wynikającej z superwiększości”. Czyli tego, że w wyniku wyborów TISZA ma większość konstytucyjną.
Skądinąd swojej kampanii rozliczeń poprzedników (przypomnijmy – partii, której sam był ważnym dygnitarzem przez wiele lat) Magyar nadał nazwę mało pasującą do reguł demokracji:
