W poszukiwaniu nowego cesarza. "Decyzję w tej sprawie podjęła kobieta"W poszukiwaniu nowego cesarza. "Japońscy politycy nie wyrażają jednak zgody na objęcie tronu przez kobietę"

Cesarstwo Japonii stoi przed poważnym kryzysem sukcesyjnym, bo 66-letni cesarz Naruhito nie ma męskiego potomka. Japońscy politycy nie wyrażają jednak zgody na objęcie tronu przez jego córkę i chcą umożliwić rodzinie cesarskiej adopcję dalekich męskich krewnych.
Kryzys demograficzny dotknął w Japonii wszystkie warstwy społeczeństwa, w tym monarchię – pisze „The New York Times”. Rodzina królewska składa się obecnie z zaledwie 16 osób – 5 mężczyzn i 11 kobiet. To o ok. jedną czwartą mniej niż w 1990 r. Utrudnia to wypełnianie obowiązków publicznych, takich jak wizyty zagraniczne i ceremonie dworskie. Po prostu brakuje członków rodziny królewskiej, którzy mogliby wziąć w nich udział. Presja związana z koniecznością urodzenia syna wpędziła żonę Naruhito, cesarzową Masako, w głęboką depresję. Para ma tylko jedną córkę, 24-letnią księżniczkę Aiko, która ostatnio odgrywa coraz większą rolę i jest przez niektórych promowana jako przyszły cesarz. Jednak zgodnie z obecnymi przepisami tylko 60-letni brat cesarza, jego 90-letni wujek oraz 19-letni bratanek mogą być uznani za legalnych następców tronu.
Część z tych problemów wynika z nieodległej historii. Gdy w 1947 r. gen. Douglas MacArthur wprowadził w okupowanej Japonii nową konstytucję, cesarz został pozbawiony boskich atrybutów. Wraz z tym 11 arystokratycznych rodów zostało zmuszonych do zrzeczenia się statusu królewskiego. Dziś japoński parlament chce ponownie włączyć te rody do rodziny cesarskiej, co zwiększy liczbę potencjalnych następców tronu.
Kłopot w tym, że – jak piszą media – wiele z tych osób prowadzi normalne życie, dalekie od dworskich ceremoniałów. Są wśród nich dziennikarze, pracownicy reklamy, brokerzy ubezpieczeniowi. Niektórzy zastanawiają się, czy społeczeństwo zaakceptuje ich jako członków rodziny cesarskiej i potencjalnych dziedziców tronu.
Japonia utrzymuje męską sukcesję na tronie cesarskim od XVIII w. i zdaniem polityków rządzącej partii Liberalno-Demokratycznej nie ma mowy o jakichkolwiek zmianach. Co ciekawe, Sanae Takaichi – pierwsza w historii kobieta stojąca na czele japońskiego rządu – należy do najgłośniejszych obrońców męskiego rodu cesarskiego. W jej opinii dopuszczenie kobiet do tronu byłoby „niewłaściwe”.
Kolejnym cesarzem zostanie więc mężczyzna. Trudno to będzie jednak zrzucić na karb patriarchatu, bo decyzję w tej sprawie podjęła przecież kobieta.
