Upokorzeni. Kończy się cały „represyjny" okres rządów Tuska
Upokorzeni. Uzyskanie schronienia przez Ziobrę w Ameryce tak naprawdę kończy cały „represyjny" okres rządów Tuska

Steve Bannon (co by o nim nie sądzić, jest jednak istotnym wyrazicielem nastrojów amerykańskiej prawicy) nie tak dawno wskazał Tuska po nazwisku jako najskrajniejszego wroga prezydenta Trumpa i całego ruchu trumpistowskiego w Europie. Za spektakularne upokorzenie, którego doznał ze strony Ameryki, Tusk musi wziąć na kimś odwet. Żurek jest oczywistym kandydatem numer jeden, bez względu na to, czy w ogóle zawinił i w czym.
Schronienie się pod opiekuńczymi skrzydłami Ameryki zamyka sprawę ścigania, aresztowania i procesu Zbigniewa Ziobry. Patrząc z perspektywy politycznej, to nie tylko udaremnienie usilnych i długotrwałych starań obecnej władzy, lecz także upokarzający policzek, zadany osobiście Donaldowi Tuskowi.
Polski premier – trzeba to przyznać – solidnie zapracował na upokorzenie, które go teraz spotyka. Po pierwsze, z premedytacją obierając sobie Ziobrę do roli spektakularnej ofiary, która miała zostać rzucona najbardziej zajadłym rewanżystom z obozu platformersko-lewicowego tylko by sprawić im uciechę i zyskać ich uznanie. Po drugie, wbrew oczywistym interesom Rzeczypospolitej z premedytacją przyjmując rolę jednego z zawziętych kontestatorów współczesnej amerykańskiej polityki. I to tak dalece, że Steve Bannon (co by o nim nie sądzić, jest jednak istotnym wyrazicielem nastrojów amerykańskiej prawicy) nie tak dawno wskazał Tuska po nazwisku jako najskrajniejszego wroga prezydenta Trumpa i całego ruchu trumpistowskiego w Europie. Nie wykluczam zresztą, że mógł w ten sposób sprawić polskiemu premierowi perwersyjną przyjemność.
