Upadek wierzgającego konia. To jest brzydki samochód. Do potęgiUpadek wierzgającego konia. "Ferrari sprzedało duszę. Dla zysku od Chińczyków", "To auto w ogóle nie wygląda jak Ferrari"

Automaniacy porównali nowy elektryczny model Ferrari do mydelniczki, chodaków crocs i przenośnej toalety Tak w 1947 r. powstało pierwsze Ferrari – 125 S z silnikiem V12 o pojemności 1,5 l. Samochód od razu odniósł sukcesy w wyścigach, m.in. wygrał Grand Prix Rzymu. To był początek legendy.
Mydelniczka, chodaki crocks, przenośna toaleta toi-toi, odkurzacz – do takich i wielu innych niepięknych rzeczy automaniacy, a za nimi zwykli kierowcy z całego świata, porównali nowy elektryczny model Ferrari – Luce, który objawiono ludzkości pod koniec maja. Czy ta premiera nowego pojazdu skończy się taką katastrofą wizerunkową i sprzedażową jak w przypadku Jaguara w 2024 r.? Oby, bo może uda się coś jeszcze ocalić i pozostaną resztki wiary w to, że może chodzić o coś więcej niż pieniądze.
Nowy model ma oznaczać dla kultowej marki nową epokę – elektryczną, niby ekologiczną. Za wypasioną, pełną wersję Luce trzeba zapłacić 640 tys. dol., a w zamian dostaje się maszynę wyposażoną w cztery silniki – po jednym przy każdym kole, o łącznej mocy 1050 KM. Maszyna ma się rozpędzać do 100 km/h w 2,5 sekundy. To technologiczne cudo może jechać z szybkością 310 km/h, w teorii jego zasięg wynosi 500 km na jednym ładowaniu. Luce to też pierwsze rodzinne Ferrari – na pokład można zabrać pięć osób. By stworzyć pozory nawiązania do wspaniałych tradycji, samochód wyposażono w sztuczną ścieżkę dźwiękową. To coś jak piwo bezalkoholowe albo wegański kotlet. Po naciśnięciu pedału gazu odtwarzany jest ryk silnika.
