Uniwersum Rocky’ego bez Balboa? Film dosłownie rozdzierający
Uniwersum Rocky’ego bez Balboa? Film dosłownie rozdzierający. „Syn” to emocjonalnie wypruwające kino

Choć ten film ma irytujące słabości, to naprawdę może uratować czyjeś życie. Czyż nie to czyni kina tak ważną sztuką?
W „Rocky III” (1982) Balboa jest zblazowanym i zmanierowanym czempionem, który nie ma nawet szansy na walkę z godnym siebie rywalem na ringu.
Toczy więc pokazowe i charytatywne pseudowalki z Hulkiem Hoganem, gra w reklamach, odsłania swój słynny pomnik na schodach, po których niegdyś biegał w rytm muzyki Billa Contiego i pławi się w luksusach swojej willi. Niegdyś biedny i pijący surowe jajka chłopak z filadelfijskich ulic nędzy stracił „oko tygrysa”, co udowadnia mu na ringu brutalny, uliczny zabijaka Clubber Lang (na polskich kasetach VHS nazwano go Waltem Maczugą) o twarzy Mr. T. Mistrz zostaje powalony na deski i traci wiarę w siebie. Rocky odzyskuje pas dopiero pod okiem swojego dawnego rywala, a potem przyjaciela Apolla Creeda (Carl Weathers), który przypomina mu, czym jest głód zwycięstwa i duch gladiatora. Mija 41 lat od tamtego filmu i syn Apolla, Adonis Creed (Michael B. Jordan), przeżywa to samo co Rocky. Jest zamożnym, spełnionym sportowym celebrytą, który szkoli kolejnych czempionów i pławi się w luksusie młodego emeryta, uznanego za jednego z najwybitniejszych bokserów w historii. Po 18 latach z więzienia wychodzi jego przyjaciel i bokserski mentor z dzieciństwa Damian (Jonathan Majors), który uważa, że powinien dostać szansę walki o tytuł.
