Tusk, czyli można wszystko. Berlińsko-brukselski lider
Tusk, czyli można wszystko. Pianiądze otrzymamy, jeśli zagłosujemy na przygotowanego nam przez berlińsko-brukselską elitkę lidera.

Jakiekolwiek normy, konwencje czy umowy nie mają znaczenia. Wobec Polski pod rządami PiS złamano je wszystkie.
„Składam tu, w Sopocie, moim rodzinnym Sopocie, to uroczyste przyrzeczenie, że dzień po wyborach, po zwycięstwie, pojadę i te pieniądze odblokuję, i wszyscy to odczujemy” – zadeklarował tydzień temu Donald Tusk. Skoro pieniądze te odblokuje, to można domniemywać, że wcześniej je zablokował. Pieniądze należne nam w ramach KPO, funduszu, na który składała się również Polska, zostały uzależnione od tego, kto w naszym kraju wygra wybory. Inni dawno już je dostali, ale w stosunku do nas potraktowano je jako zapłatę za wybór „właściwej” władzy. Można domyślać się, że takiej, która będzie wygodna dla rządzącego UE układu. Skoro Tusk jest tak pewny, że może składać przyrzeczenie, oznacza to, że dogadał się ze swoimi kompanami z KE, którzy zapłacą za jego wybór. Co mówi nam to o UE?
Dokładnie to, co usiłuje zakłamać partyjny kartel III RP i splecione z nim ośrodki opiniotwórcze. UE to rządy oligarchii, która usiłuje podporządkować kontynent interesowi najsilniejszych, zorientowanych ideologicznie środowisk wpisanych w politykę Niemiec i jej junior partnera – Francji. Demokracja przekształcona w jej „liberalną” wersję ma być czystym pozorem, a ci, którzy nie chcą podporządkować się dominującym ośrodkom, mają być neutralizowani wszelkimi dostępnymi środkami. Niedawno oświadczył to wprost Manfred Weber, Niemiec, lider EPL, największej frakcji w PE.
