Trump, czyli nadzieja. To sukces demokracji
Trump, czyli nadzieja. "Obrona cywilizacji Zachodu"

Wszystkie (!) przerażające wizje, jakie roztaczali przed nami wrogowie Trumpa przed jego pierwszą kadencją, okazały się humbugami.
Zwycięstwo Trumpa to sukces demokracji i szansa na obronę cywilizacji Zachodu. Próba wyeliminowania z życia publicznego przyszłego prezydenta USA była uderzeniem w fundament parlamentaryzmu i przypominała działania, które w Polsce podejmuje rząd Tuska. To niszcząca demokrację strategia kryminalizacji politycznych przeciwników ze strony dominującej oligarchii przy wykorzystaniu wpływów w wymiarze sprawiedliwości i gigantycznej przewagi medialnej. Polega na odebraniu dobrego imienia poprzez zmasowaną kampanię oszczerstw, aby ostatecznie pod sfabrykowanymi zarzutami oskarżyć oponenta o przestępstwa pospolite. Kampania ta przeprowadzona na wielką skalę przeciwko Trumpowi nie udała się ze względu na przywiązanie do zasad prawa amerykańskich sędziów pomimo coraz mocniejszego ich udziału w rządzącym układzie, a więc iliberalno-lewicowej orientacji. Ważna była odporność i siła charakteru ofiary nagonki. Przy okazji okazało się, że Amerykanie są coraz bardziej odporni na dominację lewicowo-liberalnych ośrodków opiniotwórczych. Jak będzie w Polsce, jeszcze nie wiemy.
Kamala Harris to reprezentant doskonały dominującej dziś na Zachodzie orientacji. Jej prezydentura byłaby pogłębianiem obecnych trendów. Postępowałoby rozmontowywanie fundamentów cywilizacji zachodniej, czyli destrukcja rodziny i wszelkich naturalnych wspólnot, krzepnięcie ideologicznego monopolu zabezpieczanego przez normy prawne, które zwalczałyby jakąkolwiek krytykę pod szyldem walki z mową nienawiści. Byłoby to wzmocnienie dominującej na Zachodzie oligarchii, która ideologię emancypacji wykorzystuje jako legitymację swojej władzy.
