Tragedia upływającego czasu. Ryzyko przegranej rośnie
Tragedia upływającego czasu. Im dłużej trwa wojna, tym mocniejsze środki będą potrzebne, by wygnać Putina z Ukrainy

To, co nie było nazbyt trudne w lutym, dziś już jest skomplikowane i trochę ryzykowne, a za pół roku będzie obarczone ryzykiem wielkich rozmiarów.
W wojnie wschodniej zbliża się nieuchronne przesilenie, trudne do przecenienia dla przyszłych losów Europy. Wskazują na to zarówno coraz bardziej oczywiste zmiany zachodzące na frontach wojennych na Ukrainie, jak i nowy klimat politycznego zniecierpliwienia, który wobec wojny zaczyna panować na Zachodzie.
Jeśli rzeczy będą się rozwijać w takim jak obecnie kierunku jeszcze przez parę najbliższych tygodni, to czas zacznie pracować na niekorzyść Ukrainy. Z jednej bowiem warunki hipotetycznego rozejmu ze strony Rosji będą z czasem dla Kijowa coraz trudniejsze, w miarę jak krok po kroku jej armia będzie rozszerzać swoją strefę okupacyjną na terytorium Ukrainy. Z drugiej zaś – coraz głośniejsze zrzędzenie na przedłużającą się wojnę i ryzyko jej rozlania się na Europę zdominuje politykę wolnego świata, czego skutkiem stanie się rosnąca presja na ustępstwa Kijowa wobec Kremla. Klimat panujący w ubiegłym tygodniu na spędzie w Davos najlepiej charakteryzuje wystąpienie blisko 100-letniego Kissingera, który ku ogólnej aprobacie uczestników wyrażał oczekiwanie okazania przez Ukraińców „mądrości”. Dwa miałyby być dowody owej „mądrości”: oddanie kawału własnego państwa Rosji i uznanie, iż Ukraina jest „strefą buforową”, czyli państwem z ograniczoną suwerennością. Takim zresztą, jakim była do czasu pierwszego narodowego przebudzenia, czyli sławnej pomarańczowej rewolucji z 2004 r.
