To maszerowała nasza niepodległość. "A nieobecność premiera"To maszerowała nasza niepodległość. "Nielubiana przez niektórych polityków"

Taki premier, jaka niepodległość. Bardziej chora od służby zdrowia. Z zabawnych krętactw premiera też niby można się uśmiać, ale są jednak słabsze niż obrazki z Partii Gwałconych Krów
Trudno było nie zauważyć nieobecności premiera Polski na uroczystościach związanych z 106. rocznicą niepodległości. Można by powiedzieć za Jacques’em Chirakiem: skorzysta z okazji, by siedzieć cicho, albo trawestując klasyka: taki premier, jaka niepodległość. A jest ona ułomna, byle jaka, ponadgryzana przez sąsiadów… Bardziej chora od służby zdrowia, która popiskuje w leszczynie. Stąd właśnie absencja pierwszego ministra. Musiał długo czekać w kolejce do lekarza domowego, by dostać skierowanie na badanie u specjalisty, który wyznaczył dodatkowe prześwietlenia w odległym terminie, co spowodowało przesunięcie miejsca w kolejce do rejestracji na konsylium przyznające szpitalne łóżko o właściwym standardzie…
Ale zostawmy na boku spekulacje. W gruncie rzeczy wiemy, że on się leczy zupełnie gdzie indziej z powodu innej choroby. Nie bez przyczyny rozchodzą się plotki od radców dworu i służby domowej, że się wściekł! A wścieklizna miewa zaskakujące objawy. Ok. 20 lat temu gnębiła planetę choroba szalonych krów. Okazało się ostatnio, przepraszam… naukowcy ogłosili ostatnio (bez „naukowców” ani rusz!), że po długim cyklu mutacji ta choroba przeskoczyła na ludzi, m.in. ugodziła zapomnianą już posłankę Sylwię S. Szkoda, że biedaczka wypadła z obiegu, bo dostarczała gawiedzi dużą porcję radosnej pożywki. Z zabawnych krętactw premiera też niby można się uśmiać, ale są jednak słabsze niż obrazki z Partii Gwałconych Krów. Naturalnie każdemu z wymienianych tu modeli życzymy zdrowia, zwłaszcza psychicznego… bo jesteśmy wielce humanitarni i empatyczni. Mówiłem przed laty taki żarcik o ministrze lustrującym psychiatryk. Ściskał ręce, przedstawiał się: „Jestem ministrem”. Któryś z pensjonariuszy mówi: „A ja byłem premierem i patrz, co ze mnie zrobili!”. Jeszcze jeden z tego cyklu… Pacjent w ramach terapii pracuje w szpitalnym ogródku. Minister pyta: „Co pan tam robi?”. „Pracuję przy truskawkach” – odpowiada pacjent. „Posypuje pan nawozem?” – dopytuje minister. „Nie, cukrem, ale ja jestem wariat” – mówi pacjent.
