Taka rasa – tam ojczyzna, gdzie kasa! Dron przesyłał infromacje
Taka rasa – tam ojczyzna, gdzie kasa! "Wszyscy dookoła znają tajemnice naszej armii lepiej niż polskie sztaby"

Kiedy najwyższe dowództwo w składzie Kosiniak i Kamysz plus ten trzeci cywil dowiedziało się o dronie z telewizora, sprawa stała się mocno tajna i dalszych szczegółów nie podano. Jest niekwestionowanym faktem, że od dłuższego czasu na polskie pola i lasy spadają wrogie rakiety, balony i drony.
Latał dron nad jednostką wojskową, latał i szpiegował, a kiedy się znudził, wziął i spadł – zgodnie z prawem powszechnego ciążenia odkrytym przez Newtona. Ktoś się nim wreszcie zainteresował – dronem, nie Newtonem. Dron miał konstrukcję służącą rozszyfrowaniu danych elektronicznych, niewidocznych gołym okiem. Zostawiony na sztabowym biurku w dalszym ciągu gromadził i przesyłał informacje ciekawe dla wrogów. Nie wiadomo dokładnie, kim są wrogowie.
Wszyscy dookoła znają tajemnice naszej armii lepiej niż polskie sztaby. Sytuacja militarna jest tak skomplikowana, że nikt nie wie, pod jaką flagą mamy szukać sojuszników. Kiedy najwyższe dowództwo w składzie Kosiniak i Kamysz plus ten trzeci cywil dowiedziało się o dronie z telewizora, sprawa stała się mocno tajna i dalszych szczegółów nie podano. A szkoda. Jest niekwestionowanym faktem, że od dłuższego czasu na polskie pola i lasy spadają wrogie rakiety, balony i drony. Żadnego „spadochroniarza” nie udało się przekonać, by przyznał się do winy. Nie dlatego, iż żołnierze nie potrafią wydobyć prawdy. Dlatego, że dowództwo nie pozwala. Strategiczna teoria głosi, że ta wojna jest „hybrydowa”, a więc niezupełnie poważna, jakby na niby. Kiedy telewizyjni eksperci słyszą o hybrydowych knowaniach, robią marsowe miny i zaczynają konspiracyjnie kiwać głowami…
