Szaleńcy liczą emisje, gospodarka liczy stratySzaleńcy liczą emisje, gospodarka liczy straty. "Gospodarkę nie ratuje kazanie wygłoszone po powrocie z urlopu"

Komisja Europejska ogłosiła propozycję reformy systemu EU ETS i kazała się cieszyć. Tyle że nie ma z czego. Nie dość, że polityka klimatyczna nie zwalnia, to jeszcze dopisali do wypłat warunkowość. Czyli dostaniecie darmowe uprawnienia do emisji CO2, jeśli będziecie grzeczni.
Wrzesień w Brukseli ma swój rytuał. Urzędnicy wracają z plaży, odzyskują poważną bladość i od razu obiecują, że tym razem naprawdę obronią europejską gospodarkę przed skutkami własnych pomysłów. Co roku po wakacjach to samo widowisko. Najpierw sjesta, potem zaklęcia, na końcu nowy harmonogram ocalenia planety.
Do grudnia ma zostać osiągnięty kompromis w sprawie unijnego handlu emisjami EU ETS. Irlandia, która prowadzi prace Rady Europejskiej, twierdzi, że termin jest wykonalny. Wierzy w to ten, kto przez sierpień opalał się z dala od widoku faktury za prąd.
Zasada pozostaje – im mniej darmowego przydziału uprawnień, tym droższy prąd, ogrzewanie, paliwo, nawozy. 30 września zakłady rozliczają emisje z 2025 r. Kto nie zdąży, płaci karę rzędu 130 euro za 1 t, a i tak musi rozliczyć różnicę. Za to tegoroczne pieniądze za darmowe uprawnienia dopiero wpłyną na konta. Najpierw kasują, potem oddadzą część. Może. Oni nazywają to przewidywalnością.
