Strach, gaz i egoizm. Między młotem a kowadłem
Strach, gaz i egoizm. Smuci, że Niemcy nie wyciągnęły wniosków z błędnej polityki wobec Kremla

Niemcy mocno ucierpiały wizerunkowo, ich zaangażowanie w odbudowę Ukrainy ma zatrzeć złe wrażenie...
Niemcy trudno zaliczyć do liderów zdecydowanej reakcji na rosyjską agresję. Wynika to nie tyle z pacyfizmu, ile z obaw o kondycję gospodarki.
Tego lata, gdy bomby niczym deszcz spadały na ukraińskie miasta, wielu lokalnych niemieckich polityków z zapałem pisało listy. Do kanclerza Olafa Scholza i ministra gospodarki Roberta Habecka. Jedni żądali powołania sztabu kryzysowego w sprawie cen energii, jak burmistrz strukturalnie słabego Saarbrücken w kraju Saary Uwe Conradt, inni apelowali o zawieszenie transformacji energetycznej i powrót do atomu, znów inni domagali się podjęcia gospodarczych negocjacji z Rosją oraz natychmiastowego uruchomienia (zawieszonego) gazociągu Nord Stream 2. „Grozi nam recesja, bankructwa firm. Sankcje szkodzą nam, Niemcom, i chcemy, by rząd otym wiedział” – głosił list wysłany przez burmistrza miasta Reichenbach w Saksonii, Raphaela Kürzingera, do ministra gospodarki. Niemiecki model oparty na imporcie tanich surowców energetycznych z Rosji, gospodarczej zależności od Chin i bezpieczeństwie w ramach NATO (bez znaczącego własnego wkładu) runął w obliczu wojny na Ukrainie niczym domek z kart. Niemcy zareagowali na ten fakt przerażeniem.
