Spotkanie z ludzkim OdyseuszemSpotkanie z ludzkim Odyseuszem

„Odyseja” Christophera Nolana, kolejna adaptacja poematu Homera, wywołuje największe kontrowersje od lat. Mamy do czynienia z filmem efektownym, choć w niektórych miejscach budzącym mój opór.
Zacznę od oporu. „Jesteśmy Grekami z Itaki” – oznajmiają wojownicy Odyseusza, wracający do ojczyzny po 10-letniej wojnie trojańskiej. Obaj są kolorowi. Widzimy Murzynów i wśród załogi z Itaki, i wśród zalotników, którzy pod nieobecność króla obsiedli jego dwór i ubiegają się o rękę żony Odysa, Penelopy. Ateną jest czekoladowa piosenkarka Zendaya. No i mamy ciemnoskórą Lupitę Nyong'o jako piękną Helenę.
Ona sama opowiada, że nie jest to utwór historyczny, lecz mitologia. A liczni recenzenci zaczęli na wyścigi oznajmiać, że im to nie przeszkadza. Ktoś zauważył, że Helena była córką boga Zeusa, która wykluła się z jaja. Ale tę mitologię stworzyli Grecy. Grekami byli ich bogowie. Zresztą czy to tylko mit? Przecież Troja istniała i została zniszczona w XIII lub XII w. p.n.e. To była grecka historia. Wierzycie w murzyńską królową Sparty?
