Śmierć w turystycznym rajuŚmierć w turystycznym raju. Według organizacji obrony praw kobiet w Grecji liczba morderstw kobiet stale rośnie

Salahuddin S. miał przebywać według lokalnych mediów na Kos od dwóch do trzech lat, gdzie prawdopodobnie dotarł nielegalnie.
Młoda wrocławianka chciała zarobić, pracując w jednym z hoteli na wyspie Kos. Najprawdopodobniej zgwałcił ją i zamordował imigrant z Bangladeszu. Jeden z wielu tysięcy nielegalnie przebywających na terenie Grecji, których mimo zaostrzenia polityki azylowej nie udaje się deportować.
Kos, uważana przez starożytnych Greków za szczęśliwą, to druga po Rodos najpopularniejsza wyspa Dodekanezu. Turystom oferuje góry, błękitne morze, zabytki oraz długie, piaszczyste plaże. W 2022 r. wyspę odwiedziło ponad 1 mln wczasowiczów. Ale Kos, które liczy 37 tys. mieszkańców, mieści także dwa obozy dla imigrantów, zaledwie 20 km od głównych kurortów. Przebywa w nich obecnie ok. 800 osób, prawie pięć razy miej niż jeszcze trzy lata temu. Jest to efekt – jak twierdzą władze – twardej, ale sprawiedliwej polityki migracyjnej premiera Kiriakosa Mitsotakisa z centroprawicowej Nowej Demokracji (ND), na którą składają się m.in. ściganie aktywistów za przemyt ludzi, postawienie ogrodzenia na lądowej granicy z Turcją, systematyczne odrzucanie 95 proc. wniosków o azyl oraz deportacje. A także – jak twierdzą obrońcy praw człowieka – tzw. pushbacki (zawracanie łodzi na morzu), czemu rząd w Atenach stanowczo zaprzecza. W konsekwencji liczba osób ubiegających się o azyl w Grecji spadła w tym roku do 14 tys., czyli ponad połowę mniej niż rok wcześniej. Niemniej jednak całkowita liczba nielegalnych migrantów w Grecji przekracza wciąż 0,5 mln osób, wliczając w to tych, którzy przybyli legalnie na podstawie wizy pracowniczej lub turystycznej, a po jej wygaśnięciu pozostali w kraju. Od chwili kryzysu migracyjnego lat 2015–2016 rywalizujące z sobą pakistańskie, albańskie, egipskie i afgańskie gangi terroryzują mieszkańców Aten.
